Vanat Vanat
391
BLOG

Krzysztof Czabański o polskiej polityce zagranicznej

Vanat Vanat Polityka Obserwuj notkę 1

Przeczytałem tekst „Pytanie za rubla” Krzysztofa Czabańskiego zamieszczony 01.12.2010 w Rzeczpospolitej i postanowiłem skreślić kilka refleksji, bo w tekście tym w uporządkowany sposób wyczytałem to, o czym wielokrotnie czytałem tu, na Salonie24, a z czym zgodzić się nie mogę.

Tezą tekstu jest: Obecna polityka zagraniczna Polski jest bardzo zła - ustępujemy Rosji i Niemcom, zamiast twardo stawiać nasze interesy.
Podstawowymi argumentami, jakie na poparcie tej tezy padają są:
1. Blokada handlu polską żywnością sprzed kilku lat
2. Rurociąg północny
3. Umowa gazowa
4. Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Konkluzją brzmi: Lech Kaczyński prowadził śmiałą polityką międzynarodową, Tusk prowadzi politykę klientyzmu.
 
Przypatrzmy się argumentom
 
1. Pan Czabański mówi: W naszym interesie jest byśmy w sprawach handlu z Rosją występowali frontalnie jako UE, a celem Rosji jest podzielenie nas i rozmowy z każdym z Państw z osobna, bo wtedy Rosja ma większą siłę przetargową. Trudno się z nim nie zgodzić. Dalej stwierdza: Kaczyński odniósł sukces, bo wymógł na Angeli Merkel by postawiła tą sprawę w ten sposób. Tusk to zniweczył, bo dogadał się z Rosją poza UE, robiąc tym samym precedens i ustawiając nas na słabszej pozycji.
No właśnie. Czy Lech Kaczyński odniósł sukces? Kanclerz Niemiec poparła nas, ale z tego poparcia nic nie wynikało. Nie użyła argumentów przekonujących dla Rosji. Nie walczyła o nas. Można więc powiedzieć, że faktycznie zostaliśmy zlekceważeni. To mniej więcej tak jakbym poprosił kogoś, żeby pomógł mi się bronić przed bandytami, a ten w pełni się ze mną zgodził, poparł mnie, nawet wystosował do bandytów apel, żeby mnie przestali bić a potem poszedł sobie spokojnie dalej robić z nimi interesy. Gdzie tu skuteczność? Czabański zarzuca Tuskowi, że ten rozmawiając z Rosją nic nie uzyskał. Jak to nic? Handel został przywrócony!
Reasumując Kaczyński nie uzyskał nic: ani nie przywrócono handlu, ani nie zbudowaliśmy koalicji broniącej ogólnej zasady, że z Rosja traktuje nas jako część UE. Tusk przynajmniej przywrócił handel.
Trudno mi nie pokusić się tu o złośliwość wobec świętej pamięci prezydenta i przypomnieć, że jedną z pierwszych spraw jakie postawił w ramach stosunków z Niemcami była sprawa satyrycznego artykułu w jednej z podrzędnych niemieckich gazet, w którym nazwano go „ziemniakiem”. Gdyby ktoś jako bardzo ważną zdefiniował taką sprawę wobec mnie, każdą następną, nawet ważną sprawę, traktowałbym jako kolejna fanaberię dziwaka, niewartą uwagi.
 
2. Rurociąg północny. Nie tylko u pna Czabańskiego czytam, że powinniśmy coś zrobić z rurociągiem północnym bo to godzi w nasze interesy. Godzi a jakże. Tak samo jak inne sprawy: to że Australia ma lepszy węgiel niż nasz i sprzedaje go taniej, to że Chiny mają niższe koszty pracy, to że plaże hiszpańskie i włoskie są lepiej nasłonecznione itd. Podobnie z rurociągiem. Dwa państwa: Niemcy i Rosja, uznały, że nie potrzebują płacić pośrednikom przy tranzycie gazu i zrobią rurociąg, który pośredników ominie. Maja do tego prawo, tak samo jak my mamy prawo zbudować autostradę do Czech, nie przez Niemcy i Austrię, ale bezpośrednią. Oczywiście możemy wmawiać Niemcom, że to jest wbrew ich interesom, ale oni nie są kretynami i na pewno wiedzą doskonale, że to się im opłaca. Więc co? Co możemy? Jak zmusimy dwa silniejsze od nas państwa, by zrezygnowały z opłacalnych dla nich planów i dalej płaciły nam i Ukraińcom czy Białorusinom za tranzyt? No ale co? Mamy zrezygnować z naszych interesów? Zaproponujcie inne wyjście. Tylko z góry mówię, obrażanie się na cały świat, że nie chce nam płacić frycowego, nie jest strategią wzmacniania naszej pozycji, tylko pokazuje nas jako naiwniaków wierzących, że tanie ściemy ktoś od nas kupi.
 
3. Umowa gazowa. Nie znam umowy. Nie znam założeń negocjacyjnych. Trudno mi się wypowiadać. Wiem, że naszym celem jest zagwarantować sobie gaz. Wiem, że ceny gazu będą rosły. Wiem, że złoża, z których korzystamy za 30 lat się wyczerpią (pod warunkiem, że Europejskie zużycie nie będzie gwałtownie rosnąć, jeżeli przestawimy się z benzyny na gaz to pewnie złoża te wyczerpią się dużo szybciej). Wiem, że ruszanie gazu łupkowego teraz, gdy gaz jest stosunkowo tani, jest okradaniem przyszłych pokoleń. Wiem, że wynegocjowana umowa pozwala nam na reeksport gazu. Wiem, że dostawy rosyjskiego gazu nie są wcale tak wielkie w skali zapotrzebowania całego kraju. Mogę się mylić. Może można było wynegocjować więcej.
 
4. Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Faktycznie nie jest fajnie, że oddaliśmy śledztwo Rosjanom. Byłoby jeszcze niefajniej, gdybyśmy nic za to nie utargowali. Najpewniej gdybyśmy to my prowadzili śledztwo, moglibyśmy wypomnieć im bałagan na lotnisku, przepalone żarówki, bezwład decyzyjny. Jeżeli przehandlowaliśmy ukrycie tych nieco kompromitujących, ale nie mających zasadniczego wpływu na katastrofę faktów, za przyznanie się do Katynia to warto było. A co z niemożnością udowodnienia, że był to rosyjski zamach? Nie znalazłem żadnego autorytetu, który nie wstydziłby się pod własnym nazwiskiem postawić tezy, że był to zamach. Jeżeli już, to zwraca się uwagę na jakieś mniej lub bardziej wyimaginowane poszlaki lub na to, że Rosjanie "byliby do czegoś takiego zdolni". Cały czas nikt nie wyłożył klarownego, spójnego i rozsądnego motywu działania i sposobu przeprowadzenia rzekomego zamachu. Motyw: chcieli zabić prezydenta, bo się nieskutecznie stawiał w Gruzji (Rosja w Gruzji osiągnęła wszystkie swoje cele), a dopiero za pół roku miałby z kretesem przegrać wybory, uważam za bardziej niż naiwny. Motyw: zaangażowali służby, sztuczna mgłę i ryzykowali, że coś pójdzie nie tak i cały świat się dowie, tylko po to żeby Kaczyński spóźnił się na cmentarz, uważam za jeszcze bardziej naiwny. Nie poznałem też żadnej wersji przeprowadzenia zamachu, która gwarantowała skuteczność przy założeniu, że piloci postępią zgodnie z regulaminem.
 
5. Dodam jeszcze od siebie historię o moich podróżach autostopem po Hiszpanii. Hiszpanie mieli taki zwyczaj, że gdy dowiadywali się, że nie rozumiem po hiszpańsku, nie zwracali na to uwagi i dalej mówili po hiszpańsku. Dopiero, gdy zamiast odpowiedzi na swoje pytania widzieli moją zakłopotaną minę, pytali raz jeszcze, czy rozumiem po hiszpańsku, a gdy upewniali się ze nie rozumiem, to zaczynali mówić do mnie po hiszpańsku wolniej i głośniej. Tak właśnie widzę sposób wyrażania interesów Polski, jaki proponuje pan Krzysztof Czabański i wielu zwolenników twardej linii wobec Rosji i Niemiec. To my jesteśmy słabsi. To my chcemy, aby oni nas zrozumieli. To my musimy się nauczyć ich języka. Inaczej będą traktować nas jak sympatycznych idiotów, których łatwiej zlekceważyć niż wysłuchać.
Vanat
O mnie Vanat

Willard: Mówili, że pan kompletnie oszalał a pańskie metody uległy... wypaczeniu. Pułkownik Kurtz: I co, uległy? Willard: Prawdę mówiąc nie widzę w tym żadnej metody, sir.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka