ViC-Thor ViC-Thor
2005
BLOG

Z pamiętnika Macieja. O!

ViC-Thor ViC-Thor Rozmaitości Obserwuj notkę 8

"Cholera. Dałem się dziś zrobić jak małe dziecko. Wstyd normalnie, aż przyznać mi się do tego ciężko, ale cóż, niech inni się uczą na moich błędach.

A było to tak.

Siedziałem sobie spokojnie w pracy i pissałem nowe wierszyki na cześć Pierwszego Prezesa i jego tyłowych spraw. Aż tu nagle ktoś zadzwonił do drzwi dyżurki. Ostatnio podłapałem super pracę pilnuję składowiska azbestu, głównie zdemontowanych pokryć dachowych z całego powiatu. Machinalnie poszedłem otworzyć i zobaczyć, co za maruder szwenda się wieczorem i zakłóca mi tak potrzebny dla mej twórczości spokój. Otworzyłem drzwi - a tu stoi w nich nietypowy człowiek. Ubiór dziwny i niepopularny, wygląd też jakiś inny. Facet jakiś taki wymuskany, delikatny, widać z daleka, że po solarium, na fałszywym pysku skrzywiony uśmiech, do tego delikatny, ale widoczny makijaż, włosy na czaszce wyraźnie łysiejącej już, ale przylizane na jakieś połyskliwe i lepkie świństwo. Głosik cienki i piskliwy, rączki nadmiernie gestykulujące, o widocznych od razu miękkich nadgarstkach i wymuskanych dłoniach. Od razu mi się wydał dziwny, bo czuć było od niego damskimi perfumami, bo choć w klapie płaszcza zauważyłem znaczek Prawda i Spowiedliwość, to wyraźnie było widać świeżo odprutą naszywkę Błękitna ostryga. Potem poczułem do gościa odrazę, jak zaczął przewracać oczami do mnie, gdy zobaczył moją umięśnioną klatkę (jestem wysokim, postawnym i wysportowanym człowiekiem).

Gościu przedstawił się Nazywam się Gaweł Fiszman i zaczął mi oferować zakup po przystępnej cenie wyjątkowego stopu aluminium, które rdzewieje. Zainteresowałem się jako żywo tą propozycją, bo dotychczas wiadomym mi było, czego już dawno temu nauczył mnie pan płk profesor dr inż. Wojciech Przetakiewicz, że glin jak każde inne metale, ulegają co prawda korozji, czyli utlenianiu, ale ten metal i jego stopy, pokrywa się swoimi swoimi tlenkami w bardzo krótkim czasie, a zarazem, objętość produktów jego korozji posiada większą objętość, niż metal nieskorodowany, przez co wizualnie tej korozji, jak w przypadku niskowęglowych stopów żelaza z węglem, zupełnie nie widać, bo nie ma możliwości postępowania w głąb materiału. Spytałem się o to, a ten Gaweł zapierał się, że ma do sprzedania specjalistyczne aluminium, które rdzewieje nawet szybciej i bardziej widoczne, niż miękka, niskowęglowa stal bez dodatków stopowych, która, jak wiadomo, koroduje szybko. Poszedłem więc do wskazanego przez niego samochodu, by zobaczyć to kosmiczne aluminium.
I co tu dużo mówić dałem się mu podpuścić, co się okazało potem. Powiedział, że ma ją w samochodzie, na pace. Zszedłem zobaczyć to wyjątkowe aluminium, całkowicie zapominając, że powierzono mi na weekend noworoczny przypilnowanie składu azbestu, który pochodził z demontażu pokryć dachowych różnego rodzaju obiektów gospodarczych z mojego powiatu, które zgodnie z przepisami, zastąpiono innym, nieszkodliwym pokryciem. Było tego kilkanaście ton, najczęściej falistych arkuszy, poukładanych w rzędy i stosy. Nie ukrywam, że zależało mi na tej dorywczej pracy, bo szef dawał stawkę 50 PLN za godzinę pilnowania do łapy, z oficjalnym płaceniem składek ZUS. Sam się aż zdziwiłem, dla czego tak dużo płaci, ale nie wnikałem za mocno, żeby nie zapeszyć. Szef powiedział mi, czego wtedy nie wziąłem wtedy pod uwagę - uznając za śmieszny żart żebym pilnował azbestu przed pożarem i podpalaczami. Pamiętam nawet, jak mu uśmiawszy się, odpowiedziałem, że przecież azbest jest niepalny i to jego najważniejsza cecha, którą kiedyś szeroko wykorzystywano. On tylko uśmiechnął się dziwnie i pojechał. Wtedy nie brałem tego pod uwagę, ale przypomniałem sobie od razu, jak tylko wróciłem z oglądania tego rdzewiejącego aluminium, które miał mi ten Fiszman sprzedać po okazyjnej cenie.

Co tu ukrywać. Jak przyszedłem do dyżurki, to azbest płonął już w pięciu miejscach i widać było coraz to nowe zarzewia ognia, Fiszman skakał od stosu do stosu płyt i podpalał je zapałkami. Od razu przypomniała mi się rozmowa z szefem, żebym pilnował je od pożaru. Niestety, było już za późno. Wziąłem szybko posiadaną w dyżurce gaśnicę pianową, poleciałem go gasić, ale nic to nie dawało. Także szlauch z wodą, który był akurat na placu, całe szczęście woda w nim nie zamarzła, nie pomagał, a wręcz przeciwnie. Jak tylko kierowałem ogień w kierunku płonącego azbestu, to ogień od razu wzniecał się i intensyfikował do tego stopnia, że z odległości kilkunastu metrów czułem wzrost temperatury pożaru.

Byłby się cały skład spalił przez tego podstępnego podżegacza, ale całe szczęście, przejeżdżała obok cysterna z benzyną. Gościu jak tylko zobaczył, co się dzieje, to nawet się mnie nie pytał. Zatrzymał ją, włączył pompy i rozwinął węże. Działaliśmy bez słowa, od razu wiedziałem, co robić. Gdy tylko pompa zaczęła tłoczyć benzynę, razem wzięliśmy prądownicę, która była na wyposażeniu sprzętu p-poż. (istny cud, że jej śrubunki pasowały do węży paliwowych cysterny!) i zaczęliśmy kierować strumień benzyny na płonący azbest. Efekt był natychmiastowy! Gdzie tylko laliśmy benzyną na płonący azbest, on od razu gasł i nawet się nie dymił!

Gdyby nie ten iście kosmiczny zbieg okoliczności i dobrą wolę tego człowieka, byłby cały skład azbestu spłonął, a ja miałbym z tego niewąskie kłopoty, nie tylko z powodu strat materialnych, które zresztą, okazały się niewielkie, wręcz znikome, gdyż azbest ten okazał się jednak być niepalny, ale z racji tego, że musiałbym tłumaczyć, jak w ogóle doszło do zapalenia się azbestu. No bo kto by uwierzył w to, że przychodzi facet, chce sprzedać po dobrej cenie rdzewiejące aluminium, a w rzeczywistości przychodzi po to, by człowieka odciągnąć od obowiązków służbowych i podstępnie podpalić powierzone pod kuratelę, mienie!

Dobrze, że szybko biegam. Dogoniłem tego Fiszmana, który jak tylko zobaczył, że zgasiłem z pomocą dobrego człowieka, zapalony przez niego azbest, zaczął uciekać. Dopadłem szubrawca po niedługim pościgu. Byłbym go zatłukł gołymi rękami, ale jak dobiegałem do niego, to się ze strachu wziął i przewrócił, no i trzasnęło mu z tyłu coś strasznie, a potem od razu rozszedł się od niego smród fekaliów. Żal mi się go zrobiło, bo jak tu tłuc faceta, któremu rozdarło się z tyłu coś z wielkim trzaskiem, który płacze i woła swojego męża, żeby mu pomógł i ratował? Splunąłem tylko z pogardą, podałem mu adres jedynej w kraju Specjalistycznej Kliniki Rekonstrukcji Mięśni Zwieraczy, która mieści się w Klarysewie i odszedłem.

Ja dałem się mu podejść, ale wy uważajcie! Jeśli będziecie pilnować azbestu to strzeżcie się Fiszmana! Drugi raz będzie już bardziej cwany i nie obronicie powierzonego mienia przed spłonięciem! Pod żadnym pozorem nie dajcie mu podejść do azbestu, bo wtedy na pewno już wam go skutecznie spali!"
 

 

Mam nadzieję że Maciej się ucieszy, iż prawie cały jego tekst można przeczytać na S24.

ViC-Thor
O mnie ViC-Thor

Ambiwalentny do większości zjawisk i zdarzeń. Tylko w skrajnych sytuacjach bezkompromisowy. Kpiący ze starej schematycznej mentalności, opierającej się na wzniosłych hasłach. __________________________________________________ Zbanowali mnie= Gadowski - po tym jak mu napisałem aby zjadł własne skarpety, a nie własny krawat, jak sam chciał się wykazać własnym "bohaterstwem". :)) = = Wszołek - Za symbol:":DD"-wyśmiałem go tak lakonicznie. Zbanował mnie także szczurbiurowy za to że napisałem mu że CAŁOWANIE W RĘKĘ BISKUPA JEST PERWERSJĄ @rybicki za to że mu przypomniałem słowa profesora Sadurskiego:"Że jest gów-arzem". @MarcinKasprzak za to że AUTENTYCZNIE ZMARTWIŁEM SIĘ ZDROWIEM @eski i jej zaproponowałem zbadanie działania przysadki mózgowej - jeszcze mi wmawia dziecko w brzuch że to był przejaw chamstwa, a nie troski z mojej strony. "I bądź tu dobrym człowiekiem i martw się kobietami po menopauzie..."

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Rozmaitości