Nieopodal mnie, za płotem, mieszkają Jureczkowie, czyli Jerenka, ze swoim prawie mężem i nienormalnym synem Kaziem. Jerenka to prosta, bardzo w sumie dobra kobieta. Co ranka wiesza na mojej klamce reklamówkę z chlebem (przyjeżdża do nas bladym switem pan piekarz), albo z jajkami (pan Janusz - jajka i świetny miód, też obwoźne). Czasami podrzuca drożdżowe ciasto, czasami sernik. Czasami się na nas obraża i wtedy po chleb muszę dygać do Nidy. Potem się odobraża, czego sygnałem są świeże bułki na śniadanie. Zawsze zawiadamia, że właśnie przyjechał sklepik z mydłem i powidłem (wtorki i piątki). Ot - jak to między sąsiadami.
Jerenka ma rękę do zwierząt – nie wiem, skąd to się bierze, ale nigdy nie zdechł jej żaden kaczak, zawsze uchowają się wszystkie pisklaki. Udało jej się jakimś cudem przywabić na podwórko dzikie kaczki, które dzielą z bobrami nasze bagienko. Kaczki łażą bezczelnie po obejściu i kłócą się z kurami. Ostatnio Jerenka dostała od kogoś kogutka - obrzydliwa była bestia, jakaś wyliniała. Jerenka nie odpuściła - zabrała ptaszysko do domu. Po kilku dniach wredny kogut łaził za nią jak pies.
W naszej wsi nie zamyka się drzwi. Jeśli ktoś czegoś chce - wchodzi i bierze. Potem jakoś się rozliczamy. Nowi osiedleńcy z lekka głupieją, bo nie mogą zrozumieć, że proszenie Jerenki o buraczki, które w tym roku wyjątkowo bujnie porosły, jest nietaktem. Trzeba po prostu wejść, wyrwać sobie i powiedzieć, że się wzięło. Człowiekowi spoza naszej wsi trudno to wyjaśnić, ale chodzi w skrócie o to, ze gospodyni musi pójść, buraczki wyrwać i jeszcze dołożyć torebkę. Poza tym obowiązują ją w takiej sytuacji zobowiązania towarzyskie, jak kawa i ciasto, a to jednak pewien wydatek. Ma to zresztą i inne uzasadnienie - gospodyni może być w polu, musiałaby wracać. Albo akurat krowy doi. Dlatego lepiej i taktowniej jest obsłużyć się samemu, a za parę dni podrzucić jajka, czy masło. Zawsze trzeba się zrewanżować, ale nie należy robić z tego sprawy. Będzie dobrze. Nie należy oczywiście przesadzać, ale o kilka buraczków, czy kilka jajek prosić nie wypada. Rzeczą świętą jest alkohol i kupne wędliny. Po szafkach szperać nie wypada, po lodówce też, ale to, co na wierzchu wziąć można. Oczywiście od zaprzyjaźnionych sąsiadów, nie od jakiś obcych. Wiem, że to skomplikowane, ale tak już jest.
Przyzwyczajona do dziwnych wiejskich konwenansów, weszłam do Jerenki (we wspólnym płocie założona jest kostropata furtka, żeby drogo nie nadkładać), w celu wycyganienia proszku do pieczenia i cynamonu. Pchnęłam drzwi, aż tu wrzask, łopot skrzydeł... Na głowę spadł mi koszmarnej wielkości kogut, wyraźnie wściekły. Zarobiłam dziobem i pazurami, jakoś ptaka strząsnęłam i dałam w długą. Zatrzymałam się dopiero na moich drzwiach.
Następne podejście miałam równie udane. Tym razem cholerne ptaszysko wrzepiło się w moje spodnie. Nauczona doświadczeniem, zaczaiłam się za żywopłotem i zaczęłam drzeć mordę. Po chwili pojawiła się zdziwiona Jerenka:
-A co tam? Z Oćcami cosik? - zapytała zaaferowana – A se weźmnij ten proszek, wie, gdzie leży. A cymamom mam, ino w takich pałkach cholery sprzedają, co tak je napisane, że jakaś kora, czy cosik. Wszem oszukują i oszukują. Ty się kukućba boisz?! Ej, on nji taki straszny! Ano, idzie do mnie, kukućba ja trzymam.
Diabelskie nasienie siedziało na ramieniu Jerenki i patrzyło na mnie spode łba. Wlazłam, dostrałam proszek i cynamon, przy okazji wypytałam o jajko gęsie.
-Ty uż jajka nie sadzaj - pouczyła mnie Jerenka – Kiej ja ci na wiosnę peonie sadzała, to patrzyła. I tak se pomyślał, co to poszeptucha była, bo ziemia taka kolorna była. Jajko ja zasadziła podle proga, jak trza. One rusnąć będą, ale jajko urok wypić musi. Potem je wykopać trza i spalić.
Kamień spadł mi z serca - poszeptucha, to poważna sprawa.
-A idzie tu, kukućba - zacmokała Jerenka do ptaszyska, czającego się wrednie pod kuchennym stołem - A idzie tu i patrzy! Una nasza je, o - dyć na rynkę jej wejdź i pomiziaj.
Zamarłam, bo psychopatyczny kogut najzwyczajniej na świecie Jerenkę zrozumiał i wlazł mi całkiem ufnie na kolana. Dał się pogłaskać po łebku. Jerenka przyniosła pokrojoną w kostkę szynkę.
-Wy mu dajcie, on tera ma swój czas na śniadanie - rzekła, podsuwając mi talerzyk. Kogut w kilka sekund opieprzył szyneczkę, wtulił łeb i ostry dziób pod skrzydło i zasnął. Nie przepadam za ptactwem, zwłaszcza bojowym, ale ta cholera jakoś do mnie przemówiła. Siedziałam ze śpiącym kogutem na kolanach i słuchałam Jerenki.
-Znaczy się, tak jest. Ty peonie teraz wysadź na insze miejsce. I róże czas przyciąć. Trza gnoju nawieźć, Jureczek skopie i wysadzi. A ja ci na przyszły rok posadzę różne takie, co to we wsi sadzają. O!
Co roku Jerenka niespodziewanie sadzi mi kwiaty. Hoduje je zimą z nasionek, a wiosną dzieli się tym, co wyrosło. Nie pyta, gdzie zasadzić - rano wstaję i widzę skopane grządki, z których coś sterczy. Wszystkie kwiaty rosnące u mnie, to dzieło Jerenki. Tylko te dychawiczne, to moje. Jerenki rosną zawsze, moje zawsze zdychają.
- Wie co? - Jerenka nigdy nie może się zdecydować, czy mówić mi na ty, czy tak jak uchodzi do wdowy na wy – Ja do cię sama pójdę i zrobię. Tak lepij byndzie. A jutro, kiej Ociec w szpital pójdzie, my przyjdziem, coby w domu zrobić. Wy już to szambo sprzątnęła?
Wczoraj o świcie wybiło mi szambo. Zalało, co się da, sprzątanie - połowiczne - nie dało specjalnych rezultatów. Mówiąc szczerze - udało mi się dopiero późną nocą. I to nie do końca.
Godzinę później do domu wkroczyła Jerenka. Pogoniła mnie do pokoju, a sama zabrała się za porządki. Łazienka i przyległości lśnią.
-Ać, ty mi tu z pienindzmi nie wyskakuj - rozeźliła się Jerenka - Toć zakupy jutro mi w Biedronce zrobisz. O, a to... Dajta w rynkę...
Jerenka złapała błękitny kamuszek, który dostałam wczoraj i zamyśliła się...
-Ludzie dobrzy, ty go noś. On ci szczęście przyniesie.
Oddała mi kamyczek i poszła. W moim progu sterczał kukućba. Popatrzył na mnie i podstawił mi łepek do pogłaskania. Chyba się zakolegowaliśmy.
Zaczęłam poważnie zastanawiać się, czy Jerenka przypadkiem nie jest poszeptuchą...
Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie.
Anka Grzybowska
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości