Od kiedy Mira Meysztowicz - osoba skąd inąd szalenie sympatyczna - przyniosła do Polski Sprzątanie Świata, co roku, w połowie września po chaszczach latają dzieciaki z workami i zbierają to co zdążyły powyrzucać przez ostatnie 12 miesięcy. Potem o sprawie się zapomina, aż do kolejnego wielkiego sprzątania. Polacy uwielbiają akcyjność. Wzruszamy się na koncertach WOŚP, chociaż Bogiem a prawdą na co dzień nikt z nas jakoś nie garnie się do pomocy chorym dzieciom. Załamujemy ręce i ustawiamy się w kolejkach do oddania krwi po każdej większej katastrofie, chociaż po pierwsze - boimy się tych igieł jak cholera, po drugie - nie mamy czasu, a po trzecie - nie mamy ochoty. Ale jak jest akcja, to lecimy ze łzami w oczach i krew oddajemy, niepomni na to, że przez 360 dni w roku stacje krwiodawstwa świecą pustkami. Po zawaleniu się hali w Katowicach wszyscy wysyłaliśmy esemesy na rzecz Caritasu, chociaż do tej pory niewielu z nas w ogóle kiedykolwiek tę instytucję wspierała. No, ale jest akcja, to 4 zety odżałujemy i wyślemy. Umiera Papież - wszyscy, czy to wierzący, czy nie -lecimy do najbliższego kościoła i padamy krzyżem przed ołtarzem, składamy obietnice, budujemy „pokolenie JP2”, a po kilku miesiącach o tym z ulgą zapominamy. Akcyjność, to nasza narodowa specjalność, podobnie jak dziurawe ulice, wystające studzienki ściekowe i nieotwieralne opakowania od mleka.
Po katastrofie w Wujku pani Kopacz, która z niepojętych dla mnie do końca przyczyn została ministrem zdrowia, ze łzami w oczach opowiadała o ofiarności ratowników i lekarzy. No cóż - teoretycznie nie powinna być tym aż tak wzruszona, bo na tym polega praca tych ludzi. Jej euforyczny nastrój rozwiał nieco szef siemianowickiej oparzeniówki, który w mało parlamentarny sposób upomniał się o kasę za wyjątkowo drogie leczenie poparzonych górników. Pani minister czym prędzej oświadczyła, że pieniądze na leczenie się znajdą i szpital nie wpadnie w pętlę długów tylko dlatego, że zdecydował się za wszelką cenę leczyć ludzi najnowocześniejszymi metodami. Nie powiedziała tylko, co z innymi poparzonymi nieszczęśnikami i czy NFZ da i na nich pieniądze. Nie wiem, czy gdyby poparzeniu uległo moje dziecko, nie okazałoby się, że dla niego pieniędzy nie ma, bo pech chciał, że nie jest górnikiem z Wujka, tylko przedszkolakiem z Ukty. ZUS, który wszyscy płacimy powinien - rzecz jasna w czystej teorii - zapewnić nam równy dostęp do świadczeń. Skoro jest precedens górników z Wujka, to wszyscy pozostali powinni dostać dokładnie to samo. No tak, ale to kolejny przejaw akcyjności i raczej wątpię, żeby przedszkolak został zrównany z górnikami.
Pamiętam katastrofę w Halembie z 2006 roku - ileż się wtedy mówiło o metanie, zagrożeniach, fałszowaniu wskaźników. Szybko o tym zapomniano i dopiero kolejne 13 trupów wyciągnęło sprawę na światło dzienne. Po raz kolejny. Ilu jeszcze musi zginąć, żeby wyłamując się z ram akcyjności ktoś wreszcie walnął pięścią w stół? Pamiętam sprawę hali w Katowicach. Obietnice, sypiący się zewsząd deszcz pieniędzy, aresztowania winnych. Jak zwykle skończyło się na słowach, pieniędzy nie ma, śledztwo ciągnie się od kilku lat, obietnic nikt nie spełnił. Czyli - jak zwykle.
Akcyjności zawsze przyklaskuje prezydent Kaczyński - absolutny rekordzista w ogłaszaniu żałoby narodowej. Ginie 13 ludzi - to tragedia, nie da się ukryć, ale dlaczego ogłasza się żałobę narodową na terenie całego kraju? Dlaczego odwołuje się koncerty, dyskoteki, przedstawienia? Co to właściwie daje? Czarne kiry na czołówkach dzienników? Rodziny górników pewnie miesiącami czekać będą na obiecaną pomoc, metan nadal będzie się ulatniać w ciszy i spokoju, czujniki nadal będą wystawiane na świeże powietrze, a ludzie nadal będą ginąć. Rozumiem, że Ruda Śląska ogłosiła tygodniową żałobę, zresztą - pewnie i tak nikomu tam do śmiechu, ale dlaczego w całej Polsce? Czy ktoś policzył koszty takich działań?
Dwa dni temu w przedszkolu Wojtka ogłoszono, że w piątek nasze dzieci mają stawić się na 8 i sprzątać świat do 12. Nikt nie zapytał zaskoczonych rodziców, czy mają możliwość odebrania dziecka o 12, skoro w domu miało być dopiero o 14. Do tego nie chodziły gimbusy, więc dzieci musiałyśmy dowieźć. Wiele matek ma jakieś plany - lekarz, fryzjer, wreszcie praca. Ale co kogo to obchodzi? W końcu jest akcja! I tak o 8 rano nasze pięcioletnie dzieci ruszyły z workami zbierać puszki i prezerwatywy po turystach. Świetna lekcja. Na szczęście po zabawie w MPO dzieciaki miały ognisko z kiełbaskami, co było jedyną atrakcją tego dnia. Rachunek za kiełbaski zapłacimy w następnym czesnym za przedszkole.
Kocham polską akcyjność. Za każdym razem, kiedy słucham kolejnych obietnic wygłaszanych z czarnym kirem w klapie, w blasku fleszy i pod wpływem chwili, zastanawiam się, ile procent z nich zostanie spełnionych. 5? 10? Oby, bo to i tak dużo.
Kogo banuję - przede wszystkim chamów, nudziarzy, domorosłych psychologów i detektywów-amatorów. To mój blog i to ja decyduję, kto tu będzie komentował. Powinnam to zrobić dawno, teraz zabieram się za porządki. Dyskusja - proszę bardzo, może być na wysokich tonach, ale chamstwo i nudziarstwo zdecydowanie nie.
Anka Grzybowska
Utwórz swoją wizytówkę
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości