Przez ostatnie kilka dni walczyłam o życie Ciaptusia. Nie udało się - przed chwilą pochowałam naszego psa. Zmógł go nowotwór. Mam nadzieje, ze ostatnie kilka miesięcy przeżył spokojnie, w domu za który oddałby życie. Był świetnym psem. Jestem z niego dumna. Zasnął mi na kolanach, polizał, pożegnał się.
W naszym domu zwolniło się miejsce. Jutro jadę po kolejnego psa. Bo tak już jest, ze martwi zwalniają miejsce żywym.
Zrobiło mi się parszywie i smutno, jak zawsze, kiedy jeden z naszych przyjaciół odchodzi.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)