Takie sobie gadanie
Powinniśmy być tak dobrzy, jak to tylko możliwe. Ale nie bardziej. Zerżnięte z Einsteina (trochę zmieniłem)
6 obserwujących
75 notek
14k odsłon
  169   0

Lex sovieticus czyli nowe wraca

Tekst ten napisałem 15 lat temu i raczej wówczas nie podejrzewałem, ze będzie on po 15 latach aktualny. Ale jest. Z tych samych powodów jak w tamtym czasie. No i jeszcze jedno. Nasz spór z UE o forsę z KPO ma takie same szanse na "sprawiedliwe" rozstrzygniecie jak obywatel na takież (sprawiedliwe) rozpatrzenie swojej sprawy przez sądem III RP. M.in. z powodu funkcjonowania wspomnianego w tytule Lex Sovieticus. Głownie w "kodeksach postępowania", ale tez i innych aktach prawnych.


Lex sovieticus

Przy wszystkich swoich wadach miał realny socjalizm jedną nędzę największą; wygenerował otóż człowieka bardzo trafnie nazywanego homo sovieticus, który potrafił w praktyce godzić najprzeróżniejsze sprzeczności w szczególności pogląd o równych żołądkach i zupełnie nierównych możliwościach czy państwie prawa i demokracji ludowej. Homo sovieticus nie lubi przejrzystych reguł. Uwielbia za to „jasne" sytuacje. A sytuacja jest jasna, gdy nie zmusza do myślenia.


Większość społeczeństwa narzeka dziś na złą pracę wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia czy edukacji. W tej ostatniej wprowadzono jednak niegdyś drobną zmianę, która doprowadziła do radykalnego zmniejszenia korupcji przy egzaminach maturalnych. Oddzielono tu nauczanie od oceniania i wyeliminowano sytuacje, gdy uczeń czy jego rodzice wiedzieli do kogo można się zwrócić o „pomoc" w zdaniu matury. Oddzielenie nauczania od egzaminowania jest w jakimś sensie zamachem na autorytet nauczyciela, bo sprowadza go z piedestału decydującego o losach ucznia pana i władcy do roli sprzedawcy wiedzy. Kiedy wiele lat temu proponowałem coś takiego na znacznie mniejszą skalę (jednej uczelni) zgromiono mnie hasłami o roli nauczyciela akademickiego jako przewodnika, wychowawcy, wzorca osobistego i paru innych równie ładnie brzmiących (wszystkich już nawet nie pamiętam) i oczywiście, najmocniejszym w tej sytuacji argumentem o nieuchronnym obniżeniu poziomu nauczania. Nikt nie chciał słuchać argumentów, że to co jest to fikcja, a sposób egzaminowania nie ma wpływu na poziom nauczania, bo tak naprawdę nie o to przecież chodziło.

Podobnie jak w szkolnictwie jest np. w wymiarze sprawiedliwości, gdzie np. sąd nie jest w swych orzeczeniach niczym właściwie związany. Kodeksy zawierają wprawdzie przypisanie kary do przestępstw, ale to sąd każdorazowo takie przestępstwa zdefiniuje. I nie jest tu niczym związany, podobnie jak nauczyciel w ocenie ucznia. Gdyby tą niezależność zastąpić jakąś „podpórką" pozwalającym w prostym tekście sprawdzić czy jakiś czyn jest czy też nie jest tym o czym konkretny paragraf orzeka, to można by oczekiwać, że orzecznictwo znacznie by się poprawiło, a sprawy byłyby dużo krótsze. Prawnicy używają wprawdzie chętnie określenia, iż „czyn wyczerpuje znamiona przestępstwa określonego...", ale próby przetłumaczenie tego na język potoczny czy jakikolwiek inny poza ich językiem prawa wyglądają raczej beznadziejnie. A sprawa jest naprawdę prosta. Można przecież wydać zbiór odpowiednich definicji czynów określanych przez prawo jako przestępstwa czy wykroczenia. Definicje takie powinny mieć postać umożliwiającą każdemu, nie tylko prawnikowi, ale każdemu obywatelowi, samodzielne sprawdzenie kwalifikacji konkretnego czynu.

Nie chodzi tu o ustalanie kary, bo to uwarunkowane jest wieloma okolicznościami, których nie da się w takiej definicji ująć, ale o by ustalić o czym jest mowa. Mogłoby się więc zdarzyć, że zabójstwo byłoby bezkarne, ale pozostałoby zabójstwem, podobnie jak nie każdy zabór mienia byłby kradzieżą. Argumentowanie, iż wszystko to przecież jest, a sądy dysponują takimi definicjami jest chybione. Tu nie chodzi o orzeczenia Sądu Najwyższego, ale o stale aktualizowany na ich podstawie ogólnie dostępny wykaz określający dla każdego wymienionego w kodeksach czynu warunki konieczne i wystarczające do zakwalifikowania go do tej właśnie kategorii. Warunki te powinny być tak sformułowane, by dały się sprowadzić, do prostych, zrozumiałych dla każdego laika  pytań. Argument, iż rzeczywistość, z którą mierzyć się muszą sądy jest zbyt skomplikowana jest nietrafny, bo gdyby wziąć to serio, to wszyscy prawnicy musieliby być geniuszami nie tylko jako znający wiele przepisów erudyci, ale również jako wysokiej klasy specjaliści w dziedzinie logiki i przetwarzania danych oraz, last  not least, w dziedzinie tłumaczenia tego wszystkiego na język potoczny, bo zgodnie z Europejska Kartą Praw Człowieka każdy obywatel ma prawo do otrzymania wyjaśnień w zrozumiałym dla niego języku. Homo sovieticus o prawie tym nie śmiał nawet pomyśleć. Może jednak obywatelowi RP wolno by o tym choćby pomarzyć?


Link do oryginału : http://kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=3&id=2570

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale