Przed chwilą przeczytałem linkowany niżej tekst. Rozumiem, ze wojna, ze w /na Ukrainie, że w Izraelu, że Iran, ze skomplikowana sytuacja polityczna, etc.,. Rozumiem nawet obawy o emocja związane z Wołyniem. Nie rozumiem, dlaczego sąd nie uwzględnia sytuacji kobiety, której sytuacja jest trudna, a sąd dziś jeszcze przecież nie wie czy należy ja jakoś dodatkowo karać. A żądanie od chorej emerytki pozwanej przez człowieka, który (sądząc z wyglądu/zdjęcia) mógłby być jej wnukiem, a co najmniej synem, by jechała 300 km. na rozprawę oskarżona o hejt w sytuacji, której daleko do jednoznaczności to w moim odczuciu szykany. Nie znam sprawy, ale nie potrafię sobie wyobrazić sensownych powodów takiej postawy sądu. Czy to może brak zaufania sędziów warszawskich do swych kolegów z Krakowa? O co tu chodzi?
I dlaczego rozprawa została utajniona? Czy ktoś ujawnia jakieś tajemnice? Naruszyć może dobra osobiste? Czyje?
Staram się zrozumieć motywy takich decyzji sądu i nijak mi to nie wychodzi. Jeśli sąd obawia się, że drażliwość przedmiotu sprawy może okazać się społecznie lub politycznie niebezpieczna, to ma wiele innych mozliwości jej przeprowadzenia/odmowy_rozpatrywania. Może ktoś z wielu aktywnych w S24 prawników potrafi to wyjaśnić.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)