35 obserwujących
464 notki
722k odsłony
2742 odsłony

Specjalna Strefa Ekonomiczna – symbol III RP

Wykop Skomentuj17

Kilka dni temu przejeżdżałem przez starą dzielnicę przemysłową Tarnowa. Lokalny biznes – producenci materiałów budowlanych, hurtownie, usługi, składy materiałowe. Dziesiątki firm. I jak mawiają łobuziaki pod trzepakiem: syf i mogiła. Dziurawe drogi, bez chodników, stare odrapane hale, niszczejące ogrodzenia. A jednak duży ruch, kotłowanina manewrujących ciężarówek i furgonetek.

Na szczęście dość szybko opuściłem ten przygnębiający krajobraz, w który nikt nie zainwestował chyba złotówki od dwudziestu lat i dosłownie pół kilometra dalej wjechałem w „europejski klimat” III RP – na tereny Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Nowe szerokie drogi, równiutki asfalt, pobocza, latarnie, ronda. Rzecz jasna  wielki, nowoczesny biurowiec administracyjny zarządu Strefy i ... kompletna pustka. Zero ruchu, od czasu do czasu jakaś ciężarówka, ale rzadko. Gdzieś kilkaset metrów dalej jakaś wielka firma. Jedna. Ale gdzieś kilkaset metrów z drugiej strony buduje się druga – też wielka. I bezruch – w terenach przemysłowych strefy ekonomicznej w którą miasto i dobrodzieje z unii wszelkiej szczęśliwości wpompowali kilkadziesiąt milionów złotych żeby było czym zarządzać.

Dlaczego na taką pomoc w naprawie infrastruktury nie mogło liczyć tych kilkudziesięciu – może kilkuset przedsiębiorców od lat prowadzących często średniej skali interesy kilkaset metrów dalej? Bo wtedy zyskaliby tylko owi przedsiębiorcy i ich klienci. Zyskałoby tylko miasto. Nie byłoby potrzeby tworzyć nowych spółek zarządzających – utrzymywanych przez lokalny biznes. Nie było by posad dla prezesów, zastępców prezesów, członków zarządu, sekretarek prezesów, sekretarek zastępców ... , administracji. A przecież znajomi potrzebują roboty, dzieci znajomych kończą studia i też potrzebują roboty. W urzędzie już coraz trudniej kogoś wcisnąć a – jak mawiała klasyczka – „za sześć tysięcy to pracuje tylko idiota albo złodziej”.

Ten kto nie wie na jakiej zasadzie działa mechanizm Specjalnej Strefy Ekonomicznej, pewnie będzie zaskoczony, bo mimo szczytnych idei zasada jest dość pospolita: duża, bogata firma płaci spółce zarządzającej strefą dość spory „czynsz” za lokalizację swojej siedziby na terenie należącym do strefy a w zamian za to Spólka Zarządzająca z rękojmi Ministerstwa  Gospodarki zwalnia ową firmę z części powszechnych podatków. Oczywiście cały mechanizm jest obwarowany masą uwarunkowań ale zasada jest właśnie taka – sowita oplata na administrację a w zamian za to uzbrojony  teren w ajencję i niższe podatki. Ci „zza siatki” których na haracz dla zarządu strefy nie stać albo nie załapali się w widełki ustawy, oczywiście – jak wszyscy obywatele – płacą podatki bez taryfy ulgowej i muszą sobie radzić na rynku na równych zasadach.

Specjalne Strefy Ekonomiczne to jedna z największych patologii dzisiejszej Polski. Poza wspomnianą już zasadą haraczu płaconego lokalnej spółce za zwolnienie z części państwowego podatku niemal ośmiesza tak hołubioną od dekady doktrynę rozwoju polaryzacyjno – dyfuzyjnego. 

Spółka zarządzająca ma pod swą opieką nie tylko swoje lokalne tereny– zwykle na obrzeżach dużej aglomeracji. Skupia także podstrefy ulokowane w mniejszych ośrodkach – tam gdzie lokalne samorządy albo nabrały się na nowomodną ideę albo potrzebowały dać znajomym robotę w administracji. Tym samym zasada działania Strefy w pełni odpowiada wspomnianemu wyżej systemowi polaryzacyjno – dyfuzyjnemu: Strefa – matka skupia największy kapitał i największych graczy a w mniejszych ośrodkach ( w podstrefach) bazują mniejsze firmy – czasem, choć bardzo rzadko  kooperujące z potentatami ze strefy głównej.

Pewnym problemem jest jednak to, że podstrefy, które podlegają Strefie – matce to często konkurujące ze sobą ośrodki – często o podobnym potencjale i rywalizujący o potencjalnie tych samych inwestorów. Będąc jednak skupieni w Strefie nie mają możliwości zapewnić konkurencyjnej oferty. W efekcie mniejsze ośrodki choć płacą zarządowi strefy regularną  „należną” prowizję to najczęściej ich tereny świecą pustkami a przyciągnięcie poważnych inwestorów z zewnątrz staje się niemal niemożliwe.

Przytoczę dwa konkretne przykłady jak ta  patologia działa w praniu.

Pierwszy przykład to Łódzka SSE. Dla aglomeracji łódzkiej to oczywiście przedsięwzięcie korzystne ale dla większości miast które w amoku „nowoczesności” aspirowały do uczestnictwa jako podstrefy to po prostu strzał w kolano. Obecnie Łódzka SSE posiada 45 podstref a w tym takie które od wielu dekad rywalizowały ze sobą w pozyskiwaniu inwestorów – choćby Sieradz, Zduńska Wola, Bełchatów i Wieluń. Ostatnie z tych miast –znajdujące się na obrzeżach województwa z uczestniczenia w Strefie nie ma potencjalnie żadnych korzyści. Oczywiście poza tym, że po zapłaceniu sowitej opłaty na rzecz zarządu spółki w Łodzi będzie mogło zaoferować inwestorowi ulgę w podatku PIT-u lub CIT-u na rzecz Skarbu Państwa. Na tym jednak możliwości samorządu się kończą a rywalizacja o inwestorów z takimi ośrodkami jak Bełchatów czy Zduńska Wola, które są – mówiąc bardzo dyplomatycznie „bliżej Łodzi” – powoduje , mówiąc już mniej dyplomatycznie, coraz większe bezrobocie i emigrację lokalnej społeczności.

Wykop Skomentuj17
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale