123 obserwujących
678 notek
775k odsłon
  274   3

Chan Kaczan i Szydełko

image

Dawno, dawno temu na polskiej ziemi rządziła królestwem mądra królowa.

Pewnego razu, rankiem zobaczyła rozpływające się na różne strony brudne, strasznie brzydko pachnące strugi po ulicach miast. Zaczęła budzić swoją córkę Srebrne Szydełko.

        - Wstawaj moja córko kochana, wstawaj dziecko moje wierne. Wstawaj, zbieraj się i idź bronić naszego kraju. Bronić poddanych, bronić mnie, swojej matki. Zła siła zalewa nasze ulice fetorem. Podmywa fundamenty naszych domów z rodzinami, zatruwa nasze powietrze, naturę i ludzi.


I obudziła się Srebrne Szydełko i zaczęła zbierać się do drogi. Osiodłała konia, wdziała zbroję, przypięła do trzewików ostrogi, założyła pas rycerski. Wzięła ojcowski miecz. I wtedy matka podała jej chusteczkę spowijającą matczyny talizman.

        - Weź, córo moja droga, w nim moja miłość, pamięć i siła. On obroni ciebie w trudnej godzinie. I wsunęła zawiniątko w kieszonkę na jej sercu.

        - Schroń ten talizman jak świętość.

        - Obronię was wszystkich. Czekaj na mnie, przyniosę zwycięstwo - ślubowała Srebrne Szydełko głęboko patrząc w oczy matce.

Przytuliła Srebrne Szydełko królową, swoją matkę. Wskoczyła na konia i znikła za lasem. Cały naród żegnał kwiatami jadącą na bój Szydełko. Matki nazywały swoje córki jej imieniem a poeci pisali pieśni na cześć jej odwagi. Czekała matka na córkę, czekała będzie już trzy lata, i nie doczekała. A czwartego roku zaczęła budzić rano syna.

        - Wstawaj mój synu. Moja nadziejo i opoko. Zbieraj się w drogę, moje dziecko. Zbieraj się i idź bronić kraj, bronić moich poddanych i bronić mnie, twoją matkę. Zła siła zalewa nasze ulice cuchnącą wonią, podmywa fundamenty naszych domów z rodzinami. Zatruwa nasze powietrze przyrodę i ludzi. Cienkie strugi płynącego fetoru poczęły już zmieniać się w rwące rzeki. Niszczą wszystko na swojej drodze. Mieszają wszystko z brudem i smrodem. Nie wróciła córka moja z walki. Musisz ty ją odnaleźć, dalej prowadzić walkę ze złem, wrócić razem z nią i z pełnym zwycięstwem. W przeciwnym razie smród zaleje nas po gardło, i wyżej dachów, i nasze królestwo zginie na zawsze.

image

Obudził się syn królowej od tych jej słów i łez. I zaczął szykować się do drogi. Ubrał się w rycerska odzież i zbroję. Wziął najlepszego konia, wziął ojcowski miecz. I podaje mu matka talizman w chusteczce i kładzie mu w kieszeń na sercu.

        - Weź synu mój, w nim moja pamięć, miłość i siła. On obroni ciebie w trudnej chwili.

Odprawić go w daleką drogę przyszła już tylko mała grupka ludzi, którzy jeszcze wierzyli w zwycięstwo. Przyszli bez pieśni i kwiatów, ale z wielką nadzieją.

Długo jechał na koniu syn królowej wzdłuż cieknących, cuchnących potoków, szukając ich początku. I ujrzał, że wszystkie one wyciekają ze starodawnej jaskini pod Wawelem, co mówiło o tym, że stary smok ożył. Ożył i zaczął rosnąć w swojej sile i produkować potoki brudu spod siebie. A hoduje go władca smoka, Chan Kaczan Dwugłowy Bocian. To właśnie bocian karmi smoka owocami pracy pokojowych, ufnych mieszkańców królestwa. A mieszkańcy zgadzają się na to i nie protestują. Nawet gdy musieliby oddawać mu to, co mają ostatnie i jeśli mieliby umrzeć z głodu i chłodu. Dlatego, że byli zahipnotyzowani złotą gwiazdą chana.

Jej magiczne właściwości były znane na całym świecie. Kto na nią patrzył, w tego wchodził strach, opanowywał go i stawał się on niewolnikiem smoka. A ten człowiek, któremu chan kładł gwiazdę na serce, stawał się wiernym sługą smoka. I już walczył o pomnożenie jego głów. I o dobrobyt wojowników smoka. A najbardziej wyróżniającym się obrońcom spraw smoka chan wieszał na sercu złoty medal, z którego nagrodzeni nim bardzo byli dumni i jeszcze mocniej służyli sprawie smoka.

Czym więcej było strachu na ziemi królowej, tym bardziej i szybciej w swojej jaskini tył smok i obfitsze wypływały spod niego strugi. I tym biedniejsi stawali się ludzie. I tym więcej nad nimi władzy miał Chan Kaczan. I tym więcej strug płynęło po drogach, aż stawały się one wodospadami ohydy. Aż stawało się tak, że by przejść przez nie - nie było ani drogi, ani mostu, ani przeprawy po których można by się dostać do jaskini smoka, żeby zmierzyć się z nim. Jedyny sposób to wspiąć się na sam Wawel i stąd rzucić miecz prosto w serce smoka. Żeby aż poodpadały jego głowy.

Ale jak na koniu przepłynąć przez wodospady z ciężkim mieczem i niezauważalnie przeniknąć na sam szczyt wzgórza wawelskiego? Tym bardziej wtedy, gdy wzgórze obstąpiły dokoła pająkokształtne stwory, słudzy smoka. Oni kiedyś też byli ludźmi, ale po przyłożeniu gwiazdy do ich serca zaczęli się zmieniać w skorpiony, pająki, ogromne robaki i służyli jako wierni ochroniarze jaskini. Pilnowali, by nikt nie podpłynął do jaskini od strony rzeki i cuchnącego wodospadu i żeby nie przeniknął na sam szczyt Wawelu.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale