24 obserwujących
353 notki
151k odsłon
440 odsłon

Wojskowy zamach majowy Marszałka i wirusowy zamach majowy Prezesa

Wykop Skomentuj2

Szczyt pandemii. Wymarłe miasta. Do urn maszerują pod batogiem Sakiewicza hufce ufnych. Frekwencja 15 %. 

Nowogrodzko-prezesowe science-fiction. Antyutopia. Koniec mitu. 

Autozamach majowy...


21.03.2020 r.



==========================================================

DODATEK

https://rzadwygnanyrp.wordpress.com/2020/01/01/polska-2019-2020-czyli-anuszka-juz-rozlala-olej/


==========================================================


ANEKS - ANALOGIE HISTORYCZNE


Wincenty Witos: Przewrót majowy (1926)

Po przewrocie

Skutki przewrotu


Jeżeli przewrót majowy został przez Zgromadzenie Narodowe ukoronowany rehabilitacją Piłsudskiego i wyborem Prezydenta Państwa, który miał być jego narzędziem, to i dalsze wypadki miały się potoczyć według jego woli i planu, mimo że urzędujący zastępca prezydenta, M. Rataj1 dawał do zrozumienia swojemu otoczeniu, że działa on zupełnie samodzielnie.

Otoczenie owo, złożone przeważnie już to z ludzi słabych i ulegających, już to z piłsudczyków wyraźnych i ukrytych, nie tylko dało temu wiarę, ale głosiło gdzie mogło, że inaczej być nie może. Natomiast ludzie patrzący krytycznie twierdzili, że mimo mocniejszych słów od czasu do czasu rzucanych i gestów robionych Rataj stał się posłusznym narzędziem polityki Piłsudskiego. Przychodzący do mnie posłowie byli przekonani, że gdyby to stanowisko wówczas zajmował człowiek silnej woli i chcący przeciwstawić się Piłsudskiemu, to mógłby wiele zrobić, gdyż Piłsudski nie chciał porywać się na dalsze gwałty, a ogromna większość społeczeństwa była do niego przez długi czas nieprzychylnie usposobiona.

Że Rataj tego nie chciał, dowiódł swoim postępowaniem przy wyborze Mościckiego2 aż nadto wyraźnie.

Stanowisko zaś swoje wobec krytycznie nastawionych uzasadniał nie tylko koniecznością pacyfikacji stosunków, uniknięcia niepoczytalnych wybryków Piłsudskiego, ale także brakiem czynnego oporu ze strony społeczeństwa, zwłaszcza czynników narodowych. Nieraz też powtarzał podrażniony: „Ja mógłbym się ważyć na różne przedsięwzięcia, ale proszę mi pokazać tych, co w razie potrzeby pójdą za mną. Niech zamiast gadania i narzekania stanie ich dziesięć tysięcy, niech ich będzie pięć, niech będzie jeden, ale niech ja go widzę. Ja natomiast widziałem, jak te siły narodowe się przedstawiały podczas przewrotu! majowego, i to mi na długo wystarczy”. Ten jego argument nie był pozbawiony pewnej słuszności.

Za wielki sukces swej polityki uważa p. Marszałek (Sejmu — E.K.) powierzenie misji utworzenia gabinetu prof. Bartlowi3, miał go bowiem nie tylko za swojego dobrego przyjaciela, kierującego się przy tym jego radami, ale przede wszystkim za zwolennika uspokojenia kraju i wprowadzenia stosunków normalnych. Wbrew temu kategorycznie twierdzono, że Bartel był kandydatem Piłsudskiego, a Marszałek (Sejmu — E.K.) do jego woli posłusznie się dostosował, robiąc dobrą minę do złej gry. Bartel misję przyjął, rząd utworzył, z wielkim tupetem go prowadził, a za swój pierwszy obowiązek uważał kopanie dołków pod nogami serdecznego przyjaciela, Marszałka Sejmu Macieja Rataja. Ostrożny w słowach Rataj rzadko, choć bardzo gorzko, skarżył się na postępowanie swego protegowanego. Natomiast pani marszałkowa (Ratajowa — E.K.), bardzo dzielna, niezwykle prostolinijna i przyzwoita kobieta, powtarzała nieraz do mnie z goryczą, że obłudy, perfidii i braku przekonania, jakim się odznacza p. Bartel, nie jest zdolna określić ani zrozumieć. A mówiąc o różnych „świniach”, których się tyle namnożyło w tych czasach, nie wahała się na pierwszym miejscu postawić p. profesora-premiera.

Piłsudski, który w rządzie prof. Bartla objął tylko stanowisko ministra spraw wojskowych, trząsł tym rządem bez żadnych osłonek i przeszkód. Widać było, że Bartel doskonale godził zupełną uległość wobec Piłsudskiego z szeroką gębą, jaką się popisywał przed ludźmi, na których mu nie zależało. Piłsudski urządził się wygodnie, a przy tym praktycznie. Dyktatury nie ogłosił formalnie, ale ją faktycznie sprawował. Wbrew ogólnemu przekonaniu i natarczywym żądaniom lewicy Sejmu nie rozwiązał, ale go lżył i poniewierał, używając go za parawan, jeżeli zachodziła tego potrzeba. Poniewierany i przerażony Sejm stał się uległy do tego stopnia, że na żadne coraz to cięższe i częstsze obelgi wcale nie reagował, znosząc to wszystko z podziwu godną cierpliwością. Nie zdobył się na nic i jego przewodniczący, marszałek Rataj.

Stan rzeczy zaraz na początku wytworzył się taki, że rząd i Piłsudski mogli w Sejmie przeprowadzić wszystko, co chcieli, bez względu na to, czy to było potrzebne, czy nawet niepotrzebne. Znalazło się też pomiędzy stronnictwami opozycyjnymi sporo posłów, zawodowych reformatorów, którzy, nie wiadomo, ze strachu, nałogu czy przekonania, wystąpili z daleko idącymi wnioskami o zmianę ustawy konstytucyjnej. Wbrew oczekiwaniu rząd jednak z tego nie skorzystał, zadowalając się zmianą ustawy konstytucyjnej jedynie w tych punktach, które stanowiły o zwoływaniu, odraczaniu, zamykaniu, rozwiązywaniu Sejmu, jak również tworzeniu rządu. W ten sposób część swoich uprawnień przeniósł Sejm dobrowolnie na Prezydenta Państwa. Praktyka najbliższych miesięcy miała wykazać, jak niewiele zyskał na tej zmianie, nie tyle może ze względu na rzecz, co na osobę prezydenta Mościckiego, zależnego zupełnie od woli Piłsudskiego.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale