24 obserwujących
385 notek
157k odsłon
499 odsłon

Iwan Jarosław Susanin-Kaczyński

Wykop Skomentuj8

MOTTO

1. Iwan Osipowicz Susanin (ros. Иван Осипович Сусанин) – wieśniak lub starosta wsi Domnino, rosyjski bohater narodowy. Jak głosi legenda, został wynajęty przez jeden z polskich oddziałów wojskowych zimą 1612-13 w charakterze przewodnika, celem doprowadzenia do ukrywającego się we wsi cara Michaiła Fiodorowicza. Susanin, nie chcąc zdradzić miejsca pobytu cara, klucząc po kniejach, zaroślach, grzęzawiskach i bagnach zaprowadził Polaków w błotnisty las. Stał się rosyjskim bohaterem narodowym, rozwinął się jego kult i trafił na pomniki - najpierw obok cara, a potem już na samodzielnych pomnikach. Nazwisko Susanin trafiło do potocznego języka stając się synonimem fałszywego przewodnika, przewodnika prowadzącego w maliny, na manowce i na zatratę.


2. A za nim my – maszerując plecami do przodu, niesieni gorącymi pieśniami pełnymi patyny, odrealnienia i zgody na bierność.

 

3. Куда ты завел нас? — лях старый вскричал.

Туда, куда нужно! — Сусанин сказал.

[К. Ф. Рылеев «Иван Сусанин (1)»]


WSTĘP 

Najgorsi są gorący patrioci. Wciąż chcą nie wiadomo czego od polityków. Patrzą na ręce, nie dają spokoju. Nie dowierzają deklaracjom i tromtadracjom. Dlatego patriotów trzeba skutecznie zagospodarować. Dlatego słowa "naród", "narodowy", "suwerenność", "niepodległość" trzeba przechwycić i zagospodarować. Do zagospodarowania pojęcia i idei "naród" służą jednostki typu Kowalski, Macierewicz, Jakubiak. Wszystkie opcje narodowe muszą być zagospodarowane, skanalizowane, spacyfikowane. A wtedy: "co użyjem, to dla nas..."  Wtedy polityka może kwitnąć w błogim spokoju na pożywnym gruncie wzniecając walki kogutów dla publiki. Ci, którzy wyprowadzają w pole są w tysiąc razy większej cenie, niż ci, co prowadzą ku celowi. Wyprowadzający w pole "prowadzą" tak "przekonująco", że wielu wyprowadzanych w pole zakochuje się w nich wielką, ślepą, ofiarną "miłością".


I

Miesięcznica za miesięcznicą wybijała na liczniku. Przywódca zapewniał, że dwie najważniejsze dla nas rzeczy – wyjaśnienie Smoleńska oraz pełna niepodległość – są coraz bliżej. Z grzeczności i szacunku nie dopytywaliśmy się o szczegóły. Dopiero dzisiaj wiemy, nauczyliśmy się, że względem generałów, dowódców mających prowadzić armie do decydujących bitew o niepodległość ojczyzny – nie może być miejsca na... grzeczność a odczuwanie szacunku nie może zastąpić pytań o kompetencje dowódców. To nie ta płaszczyzna i sami sobie jesteśmy winni za mieszanie płaszczyzn.

Z biegiem miesięcznic trzy cele: wyjaśnienie Smoleńska, niepodległość i postawienie pomnika w stolicy zlały się prawie w jedno. W jeden monolit. Czasami nawet – niepokojąco - wyjaśnienie Smoleńska i marsz ku niepodległości... znikały i zamieniały się w... chęć postawienia pomnika. Czyją chęć? O to nawet nie pytaliśmy milcząco przyjmując założenie o... wspólnocie woli tłumu kroczącego wspólnie, choć dokładnie nie wiadomo gdzie. Na tych, którzy śmieli zadawać pytania mieszające krok maszerujących – patrzyliśmy groźnie. Ta niepodległość ku której szliśmy oraz Smoleńsk i pomnik migały nam przed oczami w jakiejś przedziwnej alchemii naszego, wciąż pełnego traumy, przywódcy. Czy trauma jest najlepszą kwalifikacją do bycia przywódcą 40-milionowego narodu? Czy wręcz przeciwnie jest raczej... antykwalifikacją i zagrożeniem? Przywódcy, który – jak wierzyliśmy – miał projektować i budować nową, przyszłą Polskę, a który, jak nie zauważaliśmy tego – nie potrafił wyzwolić się z przeszłości. Jakby szedł plecami do przodu. Osobliwie, niemożliwie, a jednak szedł. A za nim my – też plecami do przodu niesieni gorącymi pieśniami pełnymi patyny, odrealnienia i zgody na bierność.

Z rejestru celów zniknęła niepodległość i wyjaśnienie Smoleńska - zostały pomniki, izby pamięci, muzea i saskie pałace. Co to za mentalność zamieniać wszystko w las pomników, wysokich totemów i czarnych zigguratów? Żeby chociaż te zigguraty upamiętniały zwycięstwa, ale one czczą klęski. To jakiś diaboliczny sen. To nie może być prawda.

 

Przywódcy, który bardzo udanie zamieniał, podmieniał jedno słowo na inne, jeden cel na inny cel. Robił to z takim wdziękiem i chroniony był przez tak duży nasz szacunek, szacunek nie ośmielający się zadawać pytań – że po kilkudziesięciu miesięcznicach już nie wiedzieliśmy dokąd maszerujemy. Wystarczało nam, że marsz trwa, że chyba do przodu i że zwyciężymy. Zwyciężymy nie wiadomo kiedy, nie wiadomo kogo i nie wiadomo w imię czego oraz jakim sposobem. Jeśli wtedy ktoś by odezwał się, że przywódca mówiąc ‘zwyciężymy” myśli o sobie stosując pluralis maiestaticum, że myśli o serii pomników, o izbach pamięci, o muzeach, pałacach saskich – byśmy go zagryźli. Na żywca.

II

I podczas tego marszu po nieokreślone zwycięstwo, które każdy widział INACZEJ nadszedł czas wyborów prezydenckich. Początkowo nie bardzo mi się podobała kandydatura A.Dudy. Ale po jednym z wieców dałem się uwieść, uwiecowić i intensywnie uwierzyłem. Napisałem nawet długi, programowy w pewnym sensie tekst o przełomie jakim będzie zwycięstwo A.Dudy. Tekst, którego program zresztą po części pokrywał się z późniejszym o pół roku programem wyborczym PIS-u do parlamentu. Nadeszła jesień.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale