56 obserwujących
1237 notek
466k odsłon
  108   3

Jedni rozumieli na początku, inni nigdy nie zrozumieją, czyli pomylony świat


image

Ilustracja. Jerm Warfare (https://jermwarfare.com/)


Poniżej b.ważny tekst Jerzego Karwelisa dający dużo, dużo do myślenia o tym, jak toczy się świat. Po lekturze tego tekstu zostajemy z tajemnicą istnienia ludzkich, irracjonalnych, samobójczych skłonności do matriksu...



22 listopada, dzień 995.

Wpis 984

zakażeń/zgonów

597/8                                                                                                     


Dziś dalszy ciąg przypominania sobie lepszych kawałków z Dziennika z powodu zbliżającego się tysięcznego dnia pandemii. Obiecuję, że to pierwszy i ostatni z przypadków pokazywania, że udało mi się przewidzieć odpowiednio wcześnie (kwiecień 2020) bieg wypadków kowidowych. Chcę tylko zwrócić uwagę, że do tego wystarczyło jedynie proste narzędzie rozsądku i logiki. Coś co później okazało się jedyną bronią przed przekupnymi ekspertami medycznymi. Ta sytuacja pokazuje późniejszy dominujący dyskurs bez dyskursu, kiedy eksperci powoływali się na dzisiaj skompromitowane już nawet nie badania, ale tezy, zaś po drugiej stronie stali ludzi uzbrojeni jedynie w logikę, do której później doszły coraz częstsze przypadki badań, dokonanych w dodatku na podstawie oficjalnych danych.

Wtedy wszystko było jeszcze na stole, byliśmy przed decyzjami powodującymi wejście w lejek. Potem już było za późno. Słaba to satysfakcja, że miało się rację. Tym bardziej należy się zastanawiać jak to się stało, że takie oczywistości się nie ostały. Kto i dlaczego zdecydował inaczej i cały świat odjechał? To chyba jedyna korzyść do przerobienia po tym, kiedy się okazało, że wielu od początku miało rację, mówiąc, że – nawet na podstawie oficjalnych danych – działania władz nie mają sensu. A więc wracamy do kwietnia 2020 roku     


A jeśli się pomyliliśmy?

8 października 2020, dzień 220.

Wpis nr 209

zakażeń/zgonów/ozdrowień

111.599/2.868/76.490

W ramach remanentu tekstów trafiłem na swój, z 28 kwietnia, pisany w kwarantannie, który przesłałem do publikacji w „Rzeczpospolitej”. Ale go wycofałem, po długiej rozmowie z lekarzem. Od tego czasu wyjaśniły się moje (nasze?) wątpliwości na tyle, że dziś wydaje mi się ten tekst na miejscu. Zwłaszcza, że podobne głosy pojawiają się już coraz częściej. Zresztą osądźcie sami – to nie chodzi, że robię za proroka, ale, że w obecnych czasach coraz więcej państw rozważa taki sam scenariusz. A można było zacząć wcześniej…

A jeśli się pomyliliśmy? Jeśli zareagowaliśmy przesadnie z tą izolacją? Pojawia się coraz więcej takich głosów. Dobrze je tu sobie teraz przypomnieć, bo narastają i zbierają swoje grono… no właśnie, chciałby się napisać, wyznawców. Ale argumenty mają dość poważne.

Koronadenializm

Po wirusie i reakcjach na niego poszczególnych państw, a wszystkie poszły tą samą nieweryfikowalną na razie drogą, podnoszący głosy wątpliwości co do generalnej strategii świata będą odrzucani przez wszystkich. Przez polityków i media, które przecież nie mogły się pomylić, przez obywateli, którzy nie bardzo chcą się przyznać, że mieliby się dać aż tak nabrać. Poddający w wątpliwość sens izolacji mogą przez wymienione moce zostać strąceni do piekła płaskoziemców i antyszczepionkowców, denialistów, czyli „zaprzeczaczy” oczywistościom, a wcale nimi nie są.

Koronadenialiści wcale nie mówią, że wirusa i epidemii nie ma. Mówią tylko, że jest to kolejna z corocznych epidemii grypy wraz, z tym razem dość uciążliwym, nowym (?) wirusem. Pokazują statystyki, że dane zachorowań i zgonów w wyniku powikłań pogrypowych wcale nie wzrosły w stosunku do lat ubiegłych.

Przetrenujmy to na przykładzie: w zeszłym roku 3,5 mln ludzi przyszło do internisty i wymieniło wszystkie dzisiejsze symptomy koronawirusa. Lekarz siedzący metr od pacjenta pomyślał: co mnie podkusiło na tego internistę, 35 pacjent dziś z tym samym… Wypisywał receptę na standardowe leki leczące objawy (grypę się leczy właściwie zdobywając odporność własną, czasami zapobiega wspomaganą szczepionką na AKLTUALNY zestaw wirusów). A więc kocyk, do łóżeczka na 1-2 tygodnie. Nikt nawet się nie martwił CO TO ZA WIRUS. Dzisiaj taki numer by nie przeszedł. Po pierwsze wizyta w takim stanie w przychodni to dzisiaj wykroczenie, dezynfekcja pomieszczeń i personelu kwarantanna. Gdyby nawet taki pacjent dotarł do lekarza i powiedział o swoich objawach to dzisiaj po sekundzie internista by wyszedł, zadzwonił na stację epidemiologiczną i gościa zabrałaby karetka w asyście przebranej jak kosmici.

Z tych zeszłorocznych, przecież zarażonych JAKIMŚ wirusem, jakiś odsetek miałby powikłania pogrypowe, przeleżałby ich początkową część w domu. Ludzie starsi z innymi chorobami przeszliby to ciężej, a niektórzy wylądowaliby w szpitalu. Tegoroczni lądują od razu na kwarantannie lub w szpitalu. I chodzi o różnicę w tych… pierwszych. W zeszłym roku, pomijając tych co grypę „przechorowali” w pracy, czyli większość, chorzy po tygodniu-dwóch poszli do pracy, dziś siedzą w domu z całymi rodzinami DO NIE WIADOMO KIEDY. Nie pracują i nie kupują niczego ponad podstawowe potrzeby.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale