23 obserwujących
320 notek
299k odsłon
1003 odsłony

Chiny Ossendowskiego

Wykop Skomentuj11

Jedną z najbardziej zagadkowych postaci polskiej literatury stał się Antoni Ferdynand Ossendowski. Był pisarzem, podróżnikiem, szpiegiem, dziennikarzem, uczonym, żołnierzem i działaczem politycznym.  Władał biegle 8 językami. Wykładał na kilku wyższych uczelniach, uzyskał członkostwo Akademii Francuskiej oraz prezesurę Towarzystwa Literatów i Dziennikarzy.

Przed wojną książki Ossendowskiego robiły prawdziwą furorę, a sensacyjna "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów" stała się światowym bestsellerem. Wydano ją 142 razy i przełożono na 19 języków.
Antoni Ferdynand Ossendowski ur. 27 maja 1876 w Lucynie, w guberni witebskiej w Rosji, zm. 3 stycznia 1945 w Żółwinie koło Milanówka.

image

Podróże stały się jego pasją. W 1905 roku, po wybuchu wojny rosyjsko-japońskiej, został wysłany do Mandżurii, gdzie prowadził badania geologiczne w poszukiwaniu surowców niezbędnych dla armii. Za organizowanie w Harbinie protestów przeciw rosyjskim represjom w Królestwie Kongresowym został aresztowany i skazany na karę śmierci. Dzięki wyjątkowemu szczęściu uniknął wykonania wyroku i uzyskał jego nadzwyczajne złagodzenie.

Udało mu się przedostać z kontrolowanej przez bolszewików Rosji do Mongolii. W jej stolicy, Urdze, został doradcą walczącego z bolszewikami barona Ungerna, który zorganizował Azjatycką Dywizję Konną. Wiedza na temat roli, jaką Ossendowski odegrał w Mongolii, została okryta tajemnicą. Istnieje teza, jakoby Ossendowski stał się depozytariuszem informacji o ogromnym skarbie, ukrytym przez „Krwawego Barona” Ungerna, gdzieś w mongolskich stepach. Majątek miałby w przyszłości posłużyć sfinansowaniu kolejnej wojny z komunistami.

Do Polski powrócił w roku 1922. W okresie międzywojennym zajmował się działalnością literacką, publikując wiele powieści, przeważnie w stylu „romansu podróżniczego”. Ukazało się 77 książek pisarza, które wydano w 150 przekładach na 20 języków.
Przez pewien czas należał do piątki najbardziej poczytnych pisarzy na świecie, a jego książki porównywano z dziełami Kiplinga, Londona czy Maya. W latach międzywojennych łączny nakład książek sięgnął 80 mln egzemplarzy. W przekładach na języki obce, Ossendowski zajął wówczas drugie miejsce po Henryku Sienkiewiczu i do dziś nikomu nie udało się go w tej kategorii pobić.

Pod koniec okupacji, w lutym 1943, wstąpił do konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego. Ostatnie miesiące życia spędził w Żółwinie, gdzie 2 stycznia 1945 roku nagle źle się poczuł, następnego dnia został przewieziony do szpitala w Grodzisku Mazowieckim. Tam zmarł, tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej. Pochowany został na cmentarzu w Milanówku.

Ossendowski nigdy nie ujawnił żadnych szczegółów swojej działalności polityczno-wywiadowczej. Archiwum zostało gruntownie zniszczone przed jego śmiercią.

Po wojnie został przez PRL skazany na zapomnienie. Wszystkie jego utwory objęte cenzurą w 1951 roku podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek. Dopiero od roku 1989 jego prace mogą być w Polsce oficjalnie wydawane.

Ossendowski, podobnie jak polscy zesłańcy, badacze i podróżnicy, znalazł się na odległym od granic ojczyzny Dalekim Wschodzie. Odwiedził również Państwo Środka.
 Efektem tej podróży jest książka „Za chińskim murem”, opisująca czasy Republiki Chińskiej. Autor w mistrzowski sposób przybliża nieznane postacie, egzotyczny świat. Pozwala choć trochę poznać chińskie życia, obyczaje, krajobrazy, relacje między Chińczykami oraz konfrontację z Europejczykami.


Tak wyglądał Shanghai czasów, kiedy Antoni Ossendowski tam przebywał:
Przeszedł przez Garden-Brige, minął park angielskiego konsulatu i wszedł do ogrodu na Bundzie. Tłumy dzieci europejskich i metysów różnych barw z tłustemi chińskiemi „ama“; wyrostki, udający dorosłych snobów, podlotki z manierami zawodowych flirciarek, rzucały na siebie dwuznaczne, wyzywające spojrzenia; jakieś postrojone panie, siedzące w nieprzyzwoitych pozach, pozwalających dopatrzeć ich kształtów bardzo szczegółowo, uśmiechały się do Maleckiego w sposób ośmielający i zapraszający; orkiestra złożona z Filipińczyków: kilkunastu angielskich i francuskich marynarzy — wszystko to było takie znajome, powszednie dla człowieka, mieszkającego na wschodzie. Na jasnem i barwnem tle tego tłumu, jak chińskie cienie, sunęły ponure postacie w wyniszczonych ubraniach, wychudzone i wystraszone. Byli to uciekinierzy i uciekinierki z Rosji, którzy przybyli aż tu i ukryli się w wspaniałym, bogatym Szanchaju przed krwawym bolszewizmem. Te dziwne postacie zwróciły na siebie uwagę Maleckiego, więc usiadł na ławce i zaczął się im przyglądać. Wielka tragedja dziejowa, burząca do szczętu wspaniałe imperjum, odbiła się na twarzach emigrantów, w ich ruchach i głosie. Długo obserwował grupę Rosjan, czytających dzienniki i dzielących się swemi wrażeniami. Gdy odeszli, Malecki też się podniósł i skierował do wyjścia. Przeciął plac przed Palace-Hotel i poszedł na Nanking-Rood.



A tak Guangzhou (Kanton):
 „Gdy czółno Maleckiego wpłynęło do środka mrowia mniejszych i większych łodzi ze zbudowanemi na nich domkami lub szałasami z bambusowych prętów i słomy ryżowej, wydało mu się, że jest gdzieś na ożywionej, tłumnej ulicy Kantonu. Zewsząd rozlegały się głosy, okrzyki, śmiechy, nawoływania. Pluskały wiosła małych łódeczek-dorożek, przewożących mieszkańców od jednego pływającego domku do drugiego. Kręciły się wszędzie ozdobione barwnemi szyldami łódki przekupniów, na cały głos zalecających swoje towary; małe czółenka dziwacznej formy o maszcie z kołyszącą się na nim mosiężną tacą, co miało oznaczać golarza i fryzjera; prawie zupełnie okrągłe czółna policji, mające za oznakę trzy czerwone latarnie na małym maszcie, umieszczonym na dziobie; długie i szerokie łodzie rybaków, z siedzącemi na pokładzie sennemi ptakami.
 Policjant objaśnił Maleckiemu:
 — Te czarne ptaki — to kormorany! Mieszkańcy rzeki tresują je od dzieciństwa, wprawiając do połowu ryb. Kormoran na sygnał właściciela rzuca się do wody i ściga ryby. Gdy schwyta zdobycz, przynosi ją rybakowi. Ptak nie może połknąć ryby, gdyż ma założone na szyję dość ciasne kółko mosiężne. Dobrze zgrane stado kormoranów daje właścicielowi znaczny dochód.
 Wszystkie drobne stateczki, uwiązane do palów, wbitych w dno, lub stojące na kotwicach, były rozmieszczone w ten sposób, że stanowiły ulice i węższe od nich zaułki. Temi ulicami sunęły z głośnym pluskiem wioseł i gwarem ludzkim małe czółenka, stanowiące niby tłum przechodniów, lub szeregi powozów na bardzo ożywionych ulicach wielkich miast europejskich lub amerykańskich.
 Policjant z trudem lawirował w tym potoku łódek i czółenek.

Malecki mógł swobodnie obserwować obrazki z życia tego dziwnego miasta, oświetlonego miljonami papierowych, różnokolorowych latarek. Praca dzienna nie była jeszcze ukończona i wrzała na pokładach łodzi. Szewcy, krawcy, tkacze, rzemieślnicy innych fachów, małe fabryczki konserw, wyrobów ze szkła i metalu — wszystko to mieściło się w tem pływającem mieście. Liczne rodziny roiły się na pokładach swoich domów ruchomych, zajęte sprawami dziennemi. Mężczyźni pracowali w swoich warsztatach, kobiety przyrządzały strawę i herbatę. Dzieci biegały po pokładzie, wskakiwały do wody, pływając jak ryby, czepiały się sznurów i łańcuchów łodzi i kryp, napełniały całą rzekę wrzawą i śmiechem.
 Środkiem rzeki stały lub wolno posuwały się z prądem długie, wąskie, rzęsiście oświetlone łodzie, przybrane kwiatami i latarkami. Niektóre miały nawet elektryczne światło i motory. Były to tak zwane „łodzie kwiatowe“ lub „domy błogości“, posiłkując się zaś nie tak wyszukanemi wyrazami, — pływające restauracje i do tego bardzo drogie.
 Malecki kazał zatrzymać się przy jednej z takich łodzi i wszedł na pokład. Służba tu była wyłącznie kobieca. Bardzo ładne, bogato ubrane dziewczyny barwnym rojem rzuciły się do gościa, ogłuszając go swem szczebiotaniem. Każda ciągnęła do swego stolika, coś z ożywieniem opowiadając. Jedna z najbardziej śmiałych posadziła Maleckiego na miękkiej, wygodnej kanapce przy swoim stoliku i, wyjąwszy z włosów sztuczny kwiatek, przypięła go do klapy jego tużurka. Było to oznaką, że gość jest obsługiwany przez właścicielkę kwiatka
.”


  A tak stolica Chin:
Przyjaciele przeszli bramę Czien-Men i wyszli na ulicę tejże nazwy, przecinającą cały chiński Pekin. Przy wejściu na tę ulicę wznosiła się stara brama drewniana chińskiej architektury z hieroglifami tekstów z Konfucjusza. Za nią zaczynał się już zwykły zgiełk i tumult chińskiej dzielnicy.
Olbrzymie, skrzypiące wozy ze skórami, wełną i mąką, przeraźliwe jak zgrzyt stali o szkło, wrzaski poganiaczy, trzaskanie długich batów, okrzyki przekupniów, jęki i śpiewy setek żebraków, tuż na ulicy pokazujących najstraszliwsze i najohydniejsze kalectwa swoje; łkający ryk wielbłądów, niosących na grzbietach ciężkie paki — „kunzy“ z herbatą; szmer tysięcy nóg, sunących drewnianemi chodnikami — mieszały się z hałasem i piskiem, donoszących się z małych jadłodajni, tajnych palarni opjum, z teatów; grzmiały i huczały bębny i długie mosiężne trąby orkiestry rytualnej; przeciągał jakiś religijny pochód przy okrzykach, śpiewach i śmiechu zgromadzonych.
Olbrzymi tłum zalegał ulicę, zatrzymał się przed małemi wystawami chińskich sklepów o rzeźbionych i pozłacanych fasadach i bijących w oczy szyldach. Wszędzie powiewały długie, barwne flagi z nazwą sklepów, teatrów, restauracyj i z krzykliwemi reklamami w rodzaju takiej, naprzykład, jaką odczytał Wolf: „Kto będzie jadł płetwy czarnego rekina w hotelu „Radość wiosennej jaskółki“, ten dożyje czasu, gdy wnuk jego będzie liczył 82 wiosny!
“.



...............................

Polecam Chronologiczny spis treści oraz Tematyczny spis notek niniejszego blogu.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura