Waszyngton Post pisze oburzony o propozycji prawa zgłoszonego przez PiS zmuszającego organizacje pozarządowe do ujawniania zagranicznych źródeł finansowania. Prawo to
would apply to those organizations that receive more than half their funding from “foreign government entities.” The groups would be required to identify themselves as principally funded from overseas in any public communications and in interactions with government officials, and they would have to list the sources of funding in reports.
czyli:
"stosowałoby się do tych organizacji, które otrzymują przynajmniej połowe pieniędzy z zagranicy. Grupy te musiałyby się do tego otwarcie deklarować bycie finansowanymi z zagranicy we wszelkich kontaktach z przedstawicielami rządu oraz musiałyby ujawniać zagraniczne źródłą finansowania"
Oburzeni pismacy z Washington Post nazywają to łamaniem demokracji.
Ops.
Ale musimy się przyznać do małęgo oszustwa: Jedno w tym artykule zmieniliśmy: wbrew temu co piszemy, nie atakuje on Polski i PiS - tylko Izrael i gabinet premiera Netanyahu. Ale motywacja jest taka sama: rząd złożony z narodowych konserwatystów, chce się dobrać do skóry zagranicznym lobbystom działającym pod przykrywką "organizacji pozarządowych" - czyli organizacji działąjących za pieniądze obcych rządów bez żadnej rządowej kontroli. A w odpowiedzi międzynarodowe lewactwo biegnie z pomocą lewactwu izraelskiemu i atakuje izraelski rząd w prasie amerykańskiej. Brzmi znajomo?
Bo jest. Mechanizm jaki obserwujemy jest dokładnym powtórzeniem schematu przerabianego obecnie również w Polsce: partia, która przegrała wybory próbuje je unieważnic odwołując się do bratnich lewicowych partii na zachodzie. Izraelska polityka jest jak widać bardzo podobna do polskiej. Lub, jak kto woli - polska polityka jest podobna do izraelskiej.
A język którym w zachodniej prasie atakowany jest PiS nie różni się niczym specjalnym od języka, którym atakowany jest Netanyahu. Wystarczy nacisnąć Ctrl-F i w tekście pozamieniać 'Israel' na 'Poland", pozamieniać nazwiska polityków a tekst będzie można bez żadnych większych zmian recyclingować do ataku na obecny rząd Polski.
A o głębszych tego stanu rzeczy przyczynach juz pisaliśmy nie raz.
Jedyna różnica polega na tym, że Izraelczycy mają trochę grubszą skórę i mało co sie przejmują tym co o nich pisze zagraniczna prasa. A w Polsce argument 'co sobie zachód pomyśli' ciągle jeszcze niesie jakąś wagę.
Choć i to się powoli zmienia. Coraz więcej Polaków zaczyna zdawac sobie sprawę, że przywódcy zachodu to nie żadni półbogowie ale na ogół zwyczajni głupcy - a w każdym razie ludzie dużo głupsi od obecnych przywódców krajów grupy wyszechradzkiej.
Inne tematy w dziale Polityka