Czytelnik protestuje: pisze, że oglądał mecz futbolu w telewizji i były to straszne nudy.
Proszę Pana: Ma pan całkowitą rację. Jeżeli się mecz futbolu ogląda po raz pierwszy – nie wiedząc o co chodzi – to jest to potwornie nudne i irytujące widowisko. Kilkanaście sekund akcji w której nie wiadomo o co biega potem kilka minut reklam. I tak przez parę godzin. Można się wściec od oglądania.
Dwie rady: po pierwsze znaleźć kogoś kto będzie tłumaczył reguły. Są, jak powiedzieliśmy, dość zawiłe. Ale gdy już Pan złapie podstawy to ten chaos na boisku zacznie mieć sens.
Po drugie: futbol to nie tylko gra – ale cały ekosystem zwyczajów i rytuałów. Aby się dobrze bawić należy zobaczyć wszystko. Najlepiej – bo najtaniej – pojechać na mecz pomiędzy dwoma druyżynami futbolowymi szkół średnich. (Mecze ligowe są drogie).
Zobaczy Pan:
śpiewanie hymnu
paradę a na niej orkiestrę szkolną walącą w bębny i instrumenty dęte, maszerującą po boisku i zagrzewającą własną drużynę do walki
zespół machaczy flagami
grę – przerywaną występami podskakujących czerleaderek
w przerwie w połowie występ dziewcząt z kickline
potem znowu grę i cheerleaderki
a podczas tego wszystkiego widzowie będą siedzieć na trawie dookoła boiska i urządzać na kocach piknik (lub, jeżeli lokalne przepisy nie pozwalają – zrobią przyjęcia na parkingu, pod otwartymi klapami bagażników samochodów)
a wszystko będzie miało atmosferę radosnego festynu. Bez chamstwa i pijaństwa.
Podobnie też: Superbowl jak Superbowl. To co czyni tą grę piękną jest zwyczaj “Superbowl parties” gdzie zbierają się rodziny, znajomi – aby razem pogadać, wypić piwo, zjeść hamburgery lub “skrzydełka bizona” (wiemy, wiemy, że to Buffalo wzieło się od miasta) – i przy okazji obejrzeć spektakl, na który składa się: hymn, gra, reklamy, które na Superbowl są osobnymi dziełami sztuki,oraz koncert w przerwie po połowie.
Picie – bez pijaństwa. Kibicowanie – bez chamstwa.
To jest to co my, Wielki Wódz, w tym wszystkim lubimy najbardziej.
Inne tematy w dziale Polityka