W mediach zawrzało, że politycy chcą zabrać 20 milionów przeznaczonych na teatry i dać je na szkołę Rydzyka w Toruniu.
Nasza opinia w tej sprawie:
Teatrom należy pieniądze zabrać. Pomysł, że teatry maja być utrzymywane przez państwo to chory zabobon. Przypominamy co powiedział Stefan Kisielewski: "Teatry mają utrzymywać ludzie, którzy płaca za bilety. Tak jest na Broadwayu".
Natomiast: czy dać pieniądze na szkołę Rydzyka? Tego nie jesteśmy tego do końca pewni z powodów, które wyłożył Rafał Ziemkiewicz. Natomiast pozwalamy sobie zwrócić uwagę na dwa fakty, które oficjalne merdia wolą dyskretnie przemilczać, a które kwestię dotowania jego prywatnej uczlni stawiają w nieco innym świetle.
Ilekroć mowa jest o szkole Rydzyka tzw. "ludzie nowocześni" pogardliwie wydymają wargi: "Phi, szkoła Rydzyka. Co to za szkoła?! Czego oni tam uczą?!"
Otóż o poziomie szkoły nie decydują żadne rankingi ani liczba publikacji ale jedno: jak chętnie pracodawcy chcą zarudniać ludzi ją kończących. Dlatego oceniając uczelnię warto popatrzyć jaki jest procent bezrobotnych wśród jej absolwentów i jak łatwo znajdują oni pracę. To jest ocena obiektywna. Wszelkie inne listy szanghajskie i podobne głupoty to zawracanie głowy.
Gdy popatrzymy na procent bezrobotnych w rozmaitych szkołach wyższych - to okaże się, że szkoła Rydzyka plasuje się zaskakująco wysoko w tabeli:
Dla porównania zobaczmy jak to wygląda w przypadku Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Jagiellońskiego:
Czyli zarówno UW jak UJ to w porównaniu do szkoły Rydzyka fabryki bezrobotnych. W przypadku UW - 25% absolwentów bez pracy - stanowi wynik kompromitujący. Nie bardzo wiadomo jak interpretować dane UJ: siedmiu z dziesięciu absolwentów ma pracę oznacza , że 30% nie ma, po czym zaraz dodają, że tylko 15% jest bezrobotnych. Kim są w takim razie ci 15% którzy pracy nie mają a nie są bezrobotni? Jakkolwiek to rozumieć - pod względem bezrobocia absolwentów najstarsza polska uczelnia wypada gorzej niż szkoła Rydzyka.
(Dla porządku jednak trzeba dodać, że szkoła Rydzyka jest bardzo mała: zaledwie 83 absolwentów w tym roku, co oznacza, że być może gdyby zaczęła kształcić na roku nie 83 studentów ale ośmiuset - to sprawy zaczęłyby wyglądać gorzej. Tego tu nie rozstrzygamy).
Wniosek: należy przyjrzeć się dokładnie kim są bezrobotni absolwenci UJ i UW. Jesteśmy absolutnie przekonani, że prawie wszyscy pochodza z kilku izolowanych wydziałów - najprawdopodobniej humanistycznych lub społecznych. Gdy je zidentyfikujemy - wówczas należy tym wylęgarniom bezrobocia i patologii obciąć budżety a zaoszczędzone pieniądze przekazać Rydzykowi - zgodnie z biblijną zasadą: "Temu kto ma będzie dodane a temu kto nie ma zabiorą to co ma".
Jest to słuszne i sprawiedliwe - i Polska na tym lepiej wyjdzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)