Jednym z przejawów cywilizacyjnej wyższości Stanów Zjednoczonych nad resztą świata jest to, że Amerykanie nie dali sobie wmusić tego chorego wymysłu rewolucji francuskiej jakim jest system metryczny i utrzymali swój tradycyjny, niezwykle prosty i logiczny system jednostek miar. Proszę pomyśleć czy to nie proste: Stopa dzieli się na 12 cali. Systemy dwunastkowe są łatwiejsze u użyciu niż dziesiętne albowiem 12 ma więcej podzielników niż 10. Dlatego, aż do czasów kiedy wynaleziono tanie i powszechnie dostępne kalkulatory, liczono w tuzinach i kopach (kopa=pięć tuzinów). Z tych samych powodów dla których doba dzieli się na 24 godziny (a nie 25), godzina na 60 minut (a nie 50 albo 100), minuta na 60 sekund. A kąt pełny dzieli się na 360 stopni (a nie 100 albo 400 albo 500).
Bo te liczby jest łatwiej dzielić!
A funt dzieli się na 16 uncji (2 do potęgi 4). Dlaczego na 16 a nie 15 albo 10? Bo mając funt (mąki albo piasku) możemy go łatwo podzielić na pół i jeszcze raz na pół i jeszcze raz i jeszcze - i dostaniemy uncję.
Jednostki amerykańskie są wygodniejsze i praktyczniejsze w codziennym życiu. Galon wody to tyle ile potrzebuje człowiek w jeden dzień. A litr - to jednostka bez sensu. Półlitrówka to za dużo na jednego a za mało na dwóch.
Metrycy oczuwiście podnoszą rejwach, że wcale nie: Ich koronny argument za systemem metrycznym brzmi: jak mi ktoś powie ile wynosi odległość z Warszawy do Londynu w kilometrach to mogę od razu powiedzieć ile to w milimetrach. A przeliczyć mile na cale jest trudno.
Tylko, że to problem pozorny. W rzeczywistym życiu nigdy nie mamy do czynienia z potrzebą przeliczania mil na stopy ani kilometrów na milimetry. Natomiast potrzeba dzielenia deski albo sheetrocka na trzy części jest częsta. Jeżeli kupiliśmy sheetrock w sklepie budowlanym i ma on standardowe amerykańskie wymiary 4 stopy na 8 to podzielenie go na 3,4,6,8,12 części (lub kombinacje tych ułamków) jest banalnie proste.
Kto budował półkę (lub skrzynkę) z desek lub instalował ściany w amerykańskim domu, ten wie, że to ważne.
Nawet amerykańskie puszki piwa są bardziej dopasowane rozmiarami do przeciętnego żołądka aniżeli polskie, metryczne.
Ale - to się zmienia. Na internecie odnaleźliśmy informację na temat tego jak Wojsko Polskie modernizuje pozostające w służbie samoloty szturmowe SU-22. Zagrzebana w tekście znajduje się bardzo ważna wiadomość. Otóż przy okazji modernizacji:
the cockpit flight instrumentation is going to be rescaled into the imperial system
Tak proszę Państwa: instrumenty pokładowe SU-22 zostaną przerobione ze systemu metrycznego na imperialny.
Jak to możliwe?
Przed wojną gdy powstawało lotnictwo wojskowe w każdej armii lotnicy używali takich jednostek (na ilość paliwa, prędkość, odległość, wysokość...) jakich używano w danym kraju. Polskie lotnictwo używało systemu metrycznego.
Potem przyszła wojna. Polscy lotnicy wylądowali we Wielkiej Brytanii - i tam, jak można wyczytać w ich wspomnieniach - musieli nie tylko nauczyć się angielskiego ale również przekalibrować mózgi tak aby operować w systemie brytyjskim.
Potem na Wyspy sprowadziły się dywizjony amerykańskie, też nie uznające systemu metrycznego. Zachodni sojusznicy musieli się dostosować.
Po wojnie dominacja Ameryki w NATO była tak wielka, że wszystkie siły lotnicze państw zachodnich przeszły na system imperialny. Nawet we Francji, ojczyźnie systemu metrycznego Armee de l'Air podaje odległości w milach, wysokość w stopach a prędkość w węzłach.
W czasach dzisiejszych w lotnictwach wojskowych system metryczny ostał się już tylko w Rosji, Chinach oraz paru republikach środkowoazjatyckich.
Lotnictwo polskie po upadku komuny zaczęło się przestawiać na system imperialny krok po kroku, w miarę wymiany sprzętu. Szturmowe SU-22 są ostatnimi maszynami bojowymi w lotnictwie polskim z przyrządami opartymi na systemie metrycznym. Ich modernizacja oznacza symboliczny koniec epoki: polskie lotnictwo odchodzi od tego przestarzałego i archaicznego systemu i przestawia się na nowoczesny i postępowy system imperialny.
Inne tematy w dziale Polityka