Mało uwagi w Polsce zwraca się na ustawę która pozwala policji z innego niż Polska kraju UE dokonywac aresztowań przestępców na terenie Polski.
Obrońcy prawa tłumaczą, że to dobre, bo będą łapać złodziei samochodów. Przeciwnicy protestują, że to naruszenie sywerenności. Rozbiory zaczęły się od tego, że król Prus przyznał sobie prawo wkraczania na tereny Rzeczpospolitej i porywania chłopów jako rekrutów do pruskiej armii – a Rzeczpospolita nie miała sił ani możliwości aby temu zapobiec. Potem już było z górki.
A my, Wielki Wódz Apaczów, mamy takie pytanie.
W państwach EU funkcjonują rozmaite urzędy zajmujące się odbieraniem dzieci rodzicom. Szczególnie złą sławą odznaczają się urzędy skandynawskie, które są de facto organizacjami półprzestępczymi zajmującymi się sponsorowanym przez władze państwowe kidnapingiem. Trochę lepiej – ale też bardzo źle wyglądają sprawy z niemieckim Jugendamtem.
W przeszłości miały już miejsce wielokrotnie sprawy kiedy to zachodnie służby socjalne – bez podania powodu i uzasadnienia – odbierały obcokrajowcom dzieci. W kilku przypadkach kończyło się to happy endem – rodzice zdołali swoje dzieci wykraść lub porwać z rodzin zastępczych i wywieźć do Polski. Zachodnie służby domagały się wydania im dzieci – ale jak dotąd polskie sądy brały stronę polskich rodziców i pozwy odrzucały.
W jednej głośnej sprawie dziewczynkę zabraną przez służby norweskie odbił i wywiózł do Polski detektyw Rutkowski. Dziewczynka była szczęśliwa, że wróciła do rodziny – ale hitlerówy z norweskich służb socjalnych przyjeżdżały parokrotnie do Polski aby w sądach gardłować, że teraz one są właścicielkami dziecka i że sądy mają im je wydać. Sąd odmówił.
O ile polskie sądy do tej pory w takich sprawach zachowywały się przyzwoicie to nie można powiedzieć tego o polskim MSZ. W opisywanej sprawie minister Radek Sikorski nie tylko nie kiwnął palcem aby interweniować u władz norweskich ale wręcz wyrzucił z pracy panią konsul, która próbowała coś robić.
Taka sprawa toczy się właśnie przed jednym z sądów w Polsce. Niemiecki Jugendamt odebrał polskim rodzicom trójkę dzieci. Ci dzieci wykradli i wyjechali z nimi do Polski. I teraz Judendamt domaga się wydania mu ich. Sprawa w toku.
Otóż nasze pytanie brzmi: Czy w świetle prawa zezwalającego niemieckiej (lub unijnej) policji dokonywanie aresztowań na terenie Polski – czy dopuszczalna jest sytuacja w któej – na przykłąd – norweski urząd opieki społecznej musi wypełnić kwartalny plan odebrania dzieci, więc pada na rodzinę polską (w założeniu, że nie znając języka i realiów kraju nie będzie sie bronić). Odbierają dziecko, rodzice dziecko wykradają i uciekają do Polski – a w Polsce do ich mieszkania puka norweska policja i dziecko zabiera z powrotem.
No jest to możliwe – czy nie?
Inne tematy w dziale Polityka