90 obserwujących
357 notek
966k odsłon
8571 odsłon

Klęska strategii gazowej Putina.

Wykop Skomentuj76

Przy czym Rosjanie mają „szeroki gest”, a może raczej w obliczu sankcji i narastających dyskusji nad polityką energetyczną Moskwy, zmuszani są do posunięć agresywnych, ale przy tym bardzo kosztownych. Bardzo dobrze widać to na przykładzie gazociągu Eugal, który zbudowany został w Niemczech (do granicy z Czechami) po to aby odbierać paliwo dostarczane Nord Stream 2. Ten gazociąg ma jak się dziś uważa rok opóźnienia, a Eugal jest już gotowy. George Wüstner z niemieckiej firmy Gascade poinformował na początku roku, że gazociąg został uruchomiony mimo, że Nord Stream 2 nie działa. Chodziło o to, aby transportował gaz, bo w przeciwnym razie gotowa już instalacja podlegałaby przyspieszonej technicznej degradacji. Jednak finansowy wymiar tego co się stało jest nie mniej interesujący. Trzeba bowiem zadać pytanie skąd się wziął gaz, który znalazł się w gazociągu Eugal? Otóż pochodzi on z Nord Stream 1, i pierwotnie transportowany był gazociągiem Nel, który łączył się z holenderskimi systemami rurociągów. Problem zdaniem przywoływanych przez niemieckie media specjalistów sprowadza się jednak do tego, że po pierwsze za pośrednictwem Eugala można przesyłać 30,9 mld m³ gazu rocznie, a Nel ma przepustowość na poziomie 20 mld m³, co ich zdaniem oznacza, że Eugel został zapełniony gazem co najwyżej w połowie. Jednak Gazprom przygotowując się na uruchomienie Nord Stream 2 zarezerwował sobie całą możliwą przepustowość rury i dziś nie wykorzystując tego co zamówił efektywnie płaci podwójne stawki. Kosztów inwestycji nie licząc. Firma, która jest operatorem niemieckiej odnogi Nord Stream 2 tylko w 25 % jest własnością Rosjan, pozostałe udziały mają w swoich rękach koncerny niemieckie, holenderskie i belgijskie (Wintershall, Ontas, Fluxys, Gasunie) z takiego obrotu spraw jest w gruncie rzeczy zadowolona – infrastruktura się nie starzeje, opłaty za tranzyt w pełnej wysokości są wnoszone. Jedynie Gazprom może mówić o, delikatnie całą sprawę nazywając, „inwestycji na wyrost”.

W podobny sposób spojrzeć trzeba na słynną Siłę Syberii, którą z wielką pompą oddano do użytku na początku grudnia 2019 roku. Po pierwsze niewielka jest skala całego przedsięwzięcia – w 2020 roku za pośrednictwem Siły Syberii Rosjanie dostarczą 5 mld m³ gazu ziemnego, a docelowo po zbudowaniu po rosyjskiej stronie dodatkowych połączeń 38 mld m³. Chińczycy w tym roku kupią u światowych dostawców 305 mld m³ tego paliwa. Oznacza to, że popyt okazał się niższy niźli pierwotnie planowano (zakładano import 360 mld m³), co jest pochodną spowolnienia tempa rozwoju chińskiej gospodarki. Ale nawet te liczby pokazują, że import z Rosji w 2020 roku stanowił będzie od 1 do 2 % chińskich zakupów, a docelowo nie przekroczy 10 %. Może dlatego, odmiennie niźli Rosjanie, Chińczycy wcale nie spieszyli się z budową infrastruktury przesyłowej w swym regionie północno – wschodnim gdzie dociera rosyjska rura. W trakcie uroczystości otwarcia prezes chińskiego państwowego giganta gazowego mówił o planach rozbudowy sieci przesyłowych, tak aby docelowo docierać z rosyjskim paliwem nawet do Szanghaju. Plany mają to do siebie, że nie muszą się ziścić.

Rosjanie wydali na budowę gazociągu i towarzyszącej mu infrastruktury jak się oficjalnie informuje 1,2 bln rubli, co według dzisiejszego kursu ich waluty wynosi 18,75 mld dolarów. Dokładna wielkość poniesionych nakładów, podobnie zresztą jak i cena po której Moskwa sprzedaje Pekinowi swój gaz, jest jedną z najgłębiej strzeżonych tajemnic. Nie brak w Rosji ekspertów, którzy uważają, że ta kwota jest zaniżona. Ale nawet gdyby uznać, że jest bliska prawdzie, to trzeba pamiętać, że w ciągu 5 lat, jakie upłynęły od początku inwestycji rubel znacząco się osłabił, a zatem w dolarowym przeliczniku, raczej rozsądnie jest mówić o nakładach rzędu 20 mld dolarów. Po to aby dokończyć inwestycję, i docelowo sprzedawać do Chin tyle gazu ile zaplanowano trzeba będzie, zdaniem rosyjskich specjalistów (Michaił Krutichin) wydać kolejne 30 mld dolarów.

Mało tego, nie wiadomo, czy Rosja w ogóle na sprzedaży gazu ziemnego do Państwa Środka zarobi. Chińczycy uprawiają w tym względzie politykę bez sentymentów. Otóż niemal w przeddzień uruchomienia Siły Syberii poinformowali, że w swych prowincjach północnych, czyli tam gdzie dociera rosyjski gazociąg, rozpoczynają reformę taryf gazowych. Do tej pory ceny były regulowane przez państwo, teraz ma kształtować je rynek. Ruch ten stał się możliwy, bo z analiz firmy Sinopec, drugiej pod względem wielkości chińskiej firmy wydobywającej gaz ziemny, wynika, że nadwyżka podaży nad popytem na rynku tych prowincji wyniesie w przyszłym roku 9 mld m³. Innymi słowy uwolnienie cen ma sprzyjać ich obniżeniu. Z tej samej analizy wynika, że sektor przemysłowy oraz gospodarstwa domowe (68 mln ludzi) w prowincjach do których dociera rosyjski gaz zużywa rocznie 14 mld m³ gazu ziemnego, czyli wzrost importu z Rosji do planowanego poziomu 38 mld m³ spotkać się musi ze znaczącą barierą popytu, oczywiście o ile Chińczycy nie rozbudują swojej infrastruktury przesyłowej, tak aby móc rosyjski gaz zużywać w innych lokalizacjach.

Wykop Skomentuj76
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka