107 obserwujących
373 notki
1070k odsłon
  11434   0

Kreml, koronawirus, kryzys. Mieszanka która może wybuchnąć.

Otóż Putin podobno w rozmowie telefonicznej, jaką odbył z prezydentem Francji Macronem, przed słynnym wnioskiem kosmonautki Tiereszkowej o „wyzerowanie” licznika jego kadencji, miał usłyszeć coś w rodzaju ultimatum – albo przy okazji reformy konstytucyjnej odbywają się przedterminowe wybory do Dumy i Parlamentu i ty odchodzisz z prezydentury, nie za cztery lata, ale teraz, albo konflikt. To ponoć dlatego, po usłyszeniu takiej nowiny, Putin miał w ciągu kilkunastu godzin radykalnie zmienić kierunek politycznych zmian i w miejsce reformy konstytucyjnej która przewidywała nowy system wzajemnie równoważących się instytucji i nowy układ sił w obrębie rosyjskich elit, wybrał wariant sprawdzony, czyli przedłużenia swych rządów. Towarzyszyła temu, co dostrzeżono retoryka w stylu „w czasie trudnym” nie ma co realizować reform, ale wówczas łączono ją raczej z perspektywą nadciagającego kryzysu, a nie z „próba rozegrania przez Zachód” sytuacji w Rosji.

Teoria ta, choć interesująca, raczej pokazuje sposób myślenia rosyjskich elit, niźli rzeczywiście opisuje sytuację. Jednak warto zwrócić uwagę na szereg ciekawych wypowiedzi, z ostatniego tygodnia, które świadczą, że w rosyjskich elitach trwa konflikt, walka, rywalizacji i spór o politykę kraju. 14 marca oligarcha, miliarder Oleg Dieripaska, na co zwracałem uwagę na swoim twitterowym koncie (@MBudzisz2) powiedział, że „jeśli władze nie podejmą energicznych kroków” celem walki z nadciagającą epidemią koronawirusa, to Rosję czekać może los gorszy niż rozpad ZSRR. Przynajmniej trzy sprawy warte są odnotowania. Po pierwsze Dieripaska nie jest przecież żadnym opozycjonistą i nie wypowiadał się ani w tak stanowczy, ani tak panikarski sposób. Jego wypowiedź niesłychanie silnie kontrastuje z tym co kilka dni później powiedział Putin komentując światową epidemię. Otóż zdaniem tego ostatniego Rosja poradziła sobie z nią, skutecznie blokując przenikanie wirusa. Ale Dieripaska najwyraźniej ma inne zdanie, podobnie zresztą jak prezydent Białorusi Łukaszenka, który komentując podjętą przez rosyjski rząd decyzję o zamknięciu granic właśnie z powodu wirusa mimochodem rzucił, że Białoruś nie ma się czego obawiać, ale to właśnie Rosja „gotuje się” od wirusa. Po drugie, jak można przypuszczać, Dieripaska jest zdania, że zwłoka władz Federacji rosyjskiej, zarówno w walce z nadciagającym kryzysem i to dwojakiego rodzaju bo ekonomicznym i epidemiologicznym, wywoła reakcję podobną do europejskiej, tylko w rosyjskim wydaniu. W Europie, gdzie każdy radzi sobie na własną rękę, przestała funkcjonować Strefa Schengen, a jeśli takie zachowania na poziomie regionalnym powtórzą się w Rosji i regiony zaczną się odgradzać kordonami sanitarnymi, to czy można mówić o utrzymaniu jedności państwowej? I trzecia kwestia jest jak można przypuszczać związana jest z reakcją władz, tzw. bloku ekonomicznego rządu i administracji prezydenckiej na nadciagający kryzys ekonomiczny. Piszę o reakcji, choć raczej należałoby napisać o braku reakcji, bo władze najwyraźniej zaskoczone zostały siła walutowego i gospodarczego tąpnięcia. Rubel, zalicza się dziś do czołówki światowych walut, które tracą wartość (dokładnie rzecz biorąc jest na drugim miejscu). Szef wielkiego banku VTB Andriej Kostin wręcz mówi publicznie o tym, że w Rosji jest już kryzys. Co po pierwsze jest przełamaniem pewnego tabu, bo władze do tej pory nie określały w ten sposób sytuacji, a po drugie jest świadectwem rosnącego niezadowolenia części rosyjskich elit. Podobnie interpretować należy wczorajszą wypowiedź Konstantego Kosaczewa, rosyjskiego senatora, znanego do tej pory z dość wojowniczych wystąpień. Tym razem ten szef komisji spraw zagranicznych rosyjskiej izby wyższej wystąpił w szatach gołębia i wezwał społeczność międzynarodową do zniesienia równoczesnego i bez warunków wstępnych wszystkich sankcji. A przecież Putin powiedział dosłownie kilka dni temu, że sankcje raczej pomogły rosyjskiej gospodarce niźli jej zaszkodziły. Inny deputowany z Jednej Rosji, Wiaczełasw Nikonow, szef komisji edukacji powiedział agencji RIA Novosti, że w Rosji jest najwięcej na świecie ogródków działkowych i dacz (na statystyczną rodzinę) i zbiory z tam zlokalizowanych upraw pozwolą Rosjanom przetrwać epidemię. Czyżby pierwsze oznaki paniki? W rosyjskich sklepach takową już widać. Podobnie jak w innych częściach świata z półek zniknęły artykuły o dłuższych terminach ważności, nawet sól.

Jeśli idzie o przygotowania do walki z nadciągająca epidemią koronawirusa, to rosyjski internet pełen jest opowieści o tym jak władze bagatelizują zagrożenie, do jakiego stopnia system jest niewydolny a ludzie spętani biurokratycznymi procedurami. Zresztą, dość powszechnie się uważa, że niewielka liczba potwierdzonych zakażeń nie jest wynikiem skutecznej polityki władz, ale po prostu lekceważeniem sprawy i nie przeprowadzaniem testów, właśnie po to aby Putin mógł przed światem chwalić się, że „obronił Rosję” przed wirusem. O skali zaniepokojenia społeczeństwa rosyjskiego tym co się dzieje świadczą m.in. pojawiające się głosy aby przenieść referendum w sprawie nowelizacji konstytucji, odwołać planowaną agitację konstytucyjną, którą prowadzić mają młodzi wolontariusze chodzący od mieszkania do mieszkania, zrezygnować z obchodów 9 maja czy wreszcie przesunąć na inny czas trwający właśnie pobór do wojska. Ale na wszystkie te wezwania władza ma jedną odpowiedź – nie ma jeszcze przesłanek aby podejmować radykalne kroki. Trochę przypomina to strusią politykę rządu Hiszpanii, który jeszcze na początku tygodnia był zdania, że nie ma powodów do niepokoju, a teraz już tak nie myśli. A i w tym obszarze, tzn. przygotowań do walki z nadciągająca epidemią, jak zauważają rosyjscy komentatorzy da się zauważyć ciekawe pęknięcia. Władze Moskwy, z merem Sobianinem, podejmują działania znacznie bardziej kompleksowe, przemyślane i lepiej zorganizowane niźli gdzie indziej. Polityczni obserwatorzy są zdania, że chce on być „Rosyjskim hero walki z epidemią” i na tym sukcesie zbudować swą polityczną przyszłość. W dość zgodnej opinii, jeśli idzie o kwestie gospodarcze, Rosja stoi przed dramatycznym wyzwaniem i gabinet Miszustina nie do końca nawiązał kontakt z rzeczywistością. Przywiązanie premiera do gospodarki cyfrowej i jego niewątpliwe sukcesy na tym polu, zaczynają przeradzać się w coś co jest dla jego pozycji, w oczach społecznych, raczej obciążeniem a nie atutem, bo świadczy o oderwaniu od rosyjskich realiów. Powtarzana jest anegdota, kiedy Miszustin wizytując szpital w rosyjskiej „głubince” bodajże w Wołogdzie miał zapytać jak u nich idzie cyfryzacja, a w odpowiedzi usłyszał, że jedyny związek tej medycznej placówki z cyframi to ich zestawienie 1765, bo w tym roku zbudowano budynek w którym się znajdują.

Lubię to! Skomentuj108 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka