86 obserwujących
346 notek
876k odsłon
4189 odsłon

Polskie interesy na Wschodzie są sprzeczne z polityką Budapesztu.

Wykop Skomentuj86

W polityce, tym bardziej międzynarodowej, sekwencja zdarzeń, wypowiedzi, oświadczeń i deklaracji, nawet na pozór nie związanych ze sobą ma istotne znaczenie. Należy zakładać, że nie padają one ot tak sobie, bez związku z kontekstem i innymi, pozornie niezwiązanymi zdarzeniami.

    Zobaczmy jak to wygląda w przypadku Ukrainy oraz Węgier. Ale zanim poświęcę uwagę wizycie Putina w Budapeszcie warto napisać nieco więcej na temat wywiadu, jakiego Agencji TASS udzielił na początku października Aleksiej Czesnakow, rosyjski politolog i jednocześnie dyrektor Centrum Koniunktury Politycznej ale przede wszystkim jeden z doradców Wladislava Surkowa, kremlowskiego urzędnika, który nadzoruje m.in. zbuntowane wschodnie prowincje Ukrainy. Wywiad wart jest dostrzeżenia, bo Czesnakow, otwartym tekstem mówi o tym jakie są strategiczne cele rosyjskiej polityki wobec Ukrainy i jakie będą kolejne kroki. Po pierwsze jego zdaniem podpisanie przez Kijów zgody na tzw. formułę Steinmeiera to dopiero pierwszy, dobry, ale wcale nie jedyny i nie najważniejszy krok w kwestii Donbasu. W jego opinii jeszcze nie ma powodów do radości, bo formuła Steinmeiera stanowi dopiero opisanie procedury wprowadzenia specjalnego statusu prawnego dla tzw. republik ludowych – Ługańskiej i Donieckiej. Równie ważne, a może nawet ważniejsze niźli kwestie proceduralne jest to w jaki sposób nowe ustawodawstwo Ukrainy w tym względzie będzie skonstruowane. I tu rosyjski politolog i kremlowski doradca ma sporo do powiedzenia. Otóż jego zdaniem jednym z istotnych problemów jest dalsze funkcjonowanie „milicji ludowych” obydwu „republik” a to przecież już dziś kilkadziesiąt tysięcy ludzi pod bronią. Podobnie szczegółowych regulacji wymagać będą kwestie w jaki sposób nauczany będzie na wschodzie Ukrainy język rosyjski i jak wymierzana będzie sprawiedliwość. I przynajmniej te trzy sprawy, ale w praktyce zapewne sporo więcej, wymagają rozmów władz z Kijowa z „władzami” z Ługańska i z Doniecka. I to jest wyraźny postulat Rosji, która od dawna powtarza i z którego nie zamierza rezygnować – rozmowy muszą być toczone na tym właśnie szczeblu, co w praktyce oznacza uznanie przez Kijów władzy w zbuntowanych prowincjach jako partnera do rozmów. Czesnakow mówi wprost – zdaniem Moskwy Kijów jeszcze nie zrozumiał, że żadnego przekazania kontroli nad rosyjsko – ukraińską granicą wojskom rządowym nie będzie, będzie przekazanie „milicjom ludowym”, po tym jak zostaną one uznane przez Kijów i zalegalizowane, co też oznaczać będzie formalne wypełnienie przez Moskwę porozumień mińskich. Pytany o możliwy sprzeciw jak to ujął dziennikarz Agencji TASS „nacjonalistów ukraińskich” Czesnakow mówi, że nie są oni wcale tak silni na Ukrainie jak można sądzić, a po drugie Zełenski, mający silny mandat wyborczy winien ten opór przełamać. I to jest druga ważna informacja na temat tego w jaki sposób rozumują rosyjskie elity – prezydent cieszący się demokratycznym mandatem wyborczym, winien go wykorzystać w celu realizacji polityki dobrze postrzeganej przez Moskwę. Ale to jeszcze nie koniec. Rosjanin uważa, że odejście Volkera osłabia amerykańską presje na Ukrainę, a jeśli idzie o Trumpa, a tym bardziej liderów Francji i Niemiec, to tutaj również nie ma co się spodziewać wsparcia, które mogłoby skończyć się usztywnieniem stanowiska Kijowa. Innymi słowy, nowe ukraińskie władze w starciu z Rosją okazały się w międzynarodowej izolacji i im szybciej zrozumieją swoje położenie tym łatwiej im będzie pogodzić się z tym co nieuchronne. „Warto być realistą, konkluduje Czesnakow – Ukraina w ostatecznym rachunku będzie miała raczej symboliczną, a nie realną suwerenność nad Donbasem. Nie powinna liczyć na cokolwiek więcej. Więcej od realizacji Porozumień Mińskich nie może się spodziewać”. (https://tass.ru/interviews/6969919).

    Wywiad został opublikowany 7 października, trudno zatem oczekiwać, że pozostał on niezauważony w stolicach państw sąsiedzkich. Zresztą rozmowy w kwestii umowy tranzytowej między Ukrainą a Rosją, które toczyły się kilka dni później w obecności wiceszefa Komisji Europejskiej, Słowaka Maroša Šefčoviča wyraźnie pokazały na czym polega technika negocjacyjna Rosjan. Po ostatnich rozmowach, które zostały dobrze ocenione przez tegoż Šefčoviča teraz nastąpiło usztywnienie strony rosyjskiej, nawet mimo złagodzenia stanowiska Komisji Europejskiej. Przypomnijmy, że pierwotnie stała ona na stanowisku zawarcia nowego kontraktu tranzytowego na 10 lat, przy założeniu, że przesyłane będzie przez Ukrainę od 45 do 60 mld m³ gazu rocznie. Teraz, Komisja dopuszcza sytuację, że po 5 latach nastąpi „ocena” funkcjonowania umowy oraz, że volumen przesyłanego paliwa wynosił będzie od 30 do 45 mld m³ rocznie. Ale mimo tego Moskwa zażądała stanowczo tzw. opcji zerowej, tzn. rezygnacji Ukrainy z zasądzonego jej przez sztokholmski arbitraż 2,6 mld dolarów odszkodowań oraz ewentualnych roszczeń na przyszłość. A trzeba pamiętać, że w tygodniu poprzedzającym rozmowy strona ukraińska obwieściła, że jej zdaniem są wszelkie podstawy aby domagać się od Gazpromu kolejnych 11 mld dolarów odszkodowań za łamanie wygasającej umowy o tranzycie gazu. Rosjanie odmówili też, bez pozytywnego stanowiska Kijowa w sprawie „opcji zerowej” dyskusji na temat propozycji taryfowych przedłożonych przez Kijów. Trudno spodziewać się aby to nastawienie Moskwy zmieniło się w najbliższych tygodniach, skoro sam Putin powiedział publicznie, że opcja zerowa jest idealnym rozwiązaniem, które Ukraina winna przyjąć a w zamian dostanie rabat cenowy w wysokości 20 % od dziś obowiązujących cen eksportowych rosyjskiego koncernu. Problem tylko w tym, że w obecnych realiach rynkowych nawet po uwzględnieniu 20 % rabatu ceny Gazpromu w kontraktach długoterminowych są wyższe niźli na rynku spotowym w Rotterdamie.

Wykop Skomentuj86
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka