Zastanawiałem się długo nad tym czy wprowadzać te zdjęcia do blogu. Bo to, że część z nich to małe dzieła sztuki- to nie ulega dla mnie wątpliwości. Jak również i to, że część z nich to prostackie malowidła na ciele tych dam. W końcu stwierdziłem: raz kozie śmierć! To znaczy, że ja jestem ta koza- a raczej stary kozioł, a to są młode kózki.
Chciałem tym wpisem dać do zrozumienia jedną prostą myśl. Otóż w Chinach mamy do czynienia nie tylko ze sztuką najwyższej światowej klasy, ale również z czymś- takim. Części będzie sie podabało, innym mniej, a jeszcze innym wcale. Są różne gusta, a ja z gustami nie dyskutuję.
Ale biorąc pod uwagę ilośc tandety- intelektualnej jak się przewala przez ten "salon", to być może ten wpis ze zdjęciami jakoś się obroni. Ano, zobaczymy.
P.S. Co wzbudziło we mnie najwyższe zdumienie? Ano fakt, iż pierwsze zdjęcia znalazłem w ...Dzienniku Ludowym. Organie KPCh!!! I to stamtąd przyszła inspiracja. Ciekawe, co???
Oj, ci chińscy komuniści!
P.S. Wszystkich zapraszam do mojego blogu ekonomiczno- finansowego "Chiny widziane z daleka".


Komentarze
Pokaż komentarze (4)