4 obserwujących
86 notek
72k odsłony
9658 odsłon

Gdzie jest Jarosław Kaczyński?

Wykop Skomentuj120

Mit politycznego twardziela, genialnego stratega i wizjonera, który, choćby z tylnego siedzenia, zarządza całym pisowskim (i nie tylko) gospodarstwem, pryska na naszych oczach jak bańka mydlana. Wydarzenia ostatnich miesięcy, a właściwie już lat, po podwójnie wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborach parlamentarnych i prezydenckich odsłaniają coraz większe rysy na politycznym wizerunku i autorytecie lidera i męża opatrznościowego tzw. obozu niepodległościowego, bo przecież taki właśnie obraz kreował Jarosław Kaczyński, skutecznie przekonując społeczeństwo, że nadzieje na sprawiedliwą i zdekomunizowaną IV RP, należy pokładać właśnie w nim i w formacji politycznej przez niego dowodzonej.

Decyzja Jarosława Kaczyńskiego, że wycofa się na Nowogrodzką, jak Józef Piłsudski do Sulejówka, i stamtąd będzie pociągał za sznurki w polskim teatrze lalek, była być może politycznym błędem lidera. Nie pierwszym w jego życiorysie, że wspomnę jedynie o zgodzie na wybory parlamentarne w październiku 2007 roku, ostatecznie, jak wiadomo, przegrane przez PiS z kretesem. Jednak rezygnacja z objęcia funkcji premiera rządu RP po wyborach parlamentarnych, które odbyły się 25 października 2015 roku, jak widać to dzisiaj bardzo wyraźnie, ustawiła Pana Prezesa na pozycji petenta wobec nowych pisowskich elit, które do władzy wyniosły ostatnie polskie wybory i swoista abdykacja lidera z najwyższych funkcji w państwie. W tej sytuacji, naturalnym prawem politycznej dżungli o prawa do rządu dusz na tej politycznej arenie zaczęli dopominać się inni. I zaczęli marginalizować polityczną pozycję, a przede wszystkim deprecjonować autorytet Jarosława Kaczyńskiego. I powstało coś na kształt „trójkąta bermudzkiego”: Duda – Morawiecki – Ziobro, „trójkąta”, który coraz bardziej wciąga w czarna dziurę, tj. w polityczny niebyt dotychczasowego suwerena i mentora ludu pisowskiego.

Być może dla wielu obserwatorów życia politycznego największym zaskoczeniem w tym nowym rozdaniu staje się coraz groźniejsza, z punktu widzenia polskiego interesu narodowego, pozycja prezydenta Andrzeja Dudy, który w sposób dość drastyczny i zdecydowany wystąpił przeciwko marzeniom o wolnej i suwerennej Polsce, kolportowanym przez lata przez lidera Prawa i Sprawiedliwości. Zaczęło się od nieujawnienia słynnego aneksu do raportu o WSI i nierozliczenia prezydentury Bronisława Komorowskiego. Bo trudno wykrycie i rozliczenie kradzieży „Gęsiarki” uznać za właściwy audyt w KPRP. Andrzej Duda bardzo szybko zapomniał o pamiętnym dniu 10 kwietnia 2010 roku i przestępczym trybie objęcia obowiązków Głowy Państwa przez ówczesnego marszałka sejmu RP. Afery marszałkowej także nikt z osób zbliżonych do kancelarii pisowskiego prezydenta nie chciał już drążyć. Do dzisiaj natomiast nikt nie usłyszał z Pałacu Namiestnikowskiego w Warszawie, choćby słabiutkiego głosu, kwestionującego lub moderującego, słynną „Doktrynę Komorowskiego”, której tezy zostały zawarte w „Białej Księdze Bezpieczeństwa Narodowego RP” z 2013 roku. Jak wiadomo w owym czasie Bronisławowi Komorowskiemu służył wiernie, jako szef BBN Stanisław Koziej. Przynależność do PZPR i sowiecki kurs GRU odbyty w 1987 roku przez Kozieja wystawiają temu „generałowi” dość jednoznaczną rekomendację. Jednak polityka obronna serwowana przez tandem Komorowski-Koziej nie spotkała się z jakimkolwiek komentarzem, nazywam to najdelikatniej jak potrafię, ze strony nowego prezydenta RP.

Po przemilczeniu, czytaj zamieceniu pod dywan, aneksu do raportu WSI i „strategii rozwoju systemu bezpieczeństwa narodowego” było właściwie już jasne, że prezydent Andrzej Duda nie pojawił się na stolcu Prezydenta RP, żeby realizować mityczny projekt IV RP. A potem trwał festiwal faktów dokonanych. I prezydent Duda od lipca 2017 roku wetował kolejne ustawy. Zaczął od sprzeciwu wobec reformy polskiego samorządu terytorialnego i nie zgodził się na większe uprawnienia dla Regionalnych Izb Obrachunkowych, co mogło wspomóc zwalczanie korupcji w ciężko chorych polskich samorządach…, ale już nie wspomoże. Potem były weta dotyczące reformy Sądu Najwyższego i KRS. Ustawę o IPN choć podpisał, to jednak w tzw. trybie następczym skierował do Trybunału Konstytucyjnego, co ma w istocie jednoznaczną wymowę i chyba wszyscy wiemy jak to się skończy. Brak podpisu pod ustawą degradacyjną i wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy 30 marca 2018 roku rozwiało, już chyba tylko największym niedowiarkom, jakiekolwiek wątpliwości, dotyczące roli i jednoznacznie „postmagdalenkowej” polityki obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego w Warszawie. Prezydent RP wziął w obronę członków WRON, organizacji uznanej przez Sąd Okręgowy w Warszawie w 2012 roku za związek przestępczy o charakterze zbrojnym. Czy w kontekście tej „niedegradacyjnej” decyzji prezydenta Andrzeja Dudy może dziwić, że do dnia dzisiejszego nie pozbawił on Orderu Virtuti Militari 80 osób (w tym Wojciecha Jaruzelskiego pseud. Wolski) ewidentnych zdrajców polskiej racji stanu, o co wnioskował już kilka miesięcy temu Jan Józef Kasprzyk szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, zob. https://www.salon24.pl/u/bukojer/854817,virtuti-militari-nie-dla-zdrajcow.

Wykop Skomentuj120
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka