Blog
Niewidoczny pod latarnią
Wilk Miejski
Wilk Miejski Szampan Słowa, Myśli-Wy-Tu-Oni
3 obserwujących 269 notek 92540 odsłon
Wilk Miejski, 11 sierpnia 2017 r.

Hekatomba Miasta. Potworne i chwalebne epizody powstańcze. Gloria victis!

370 8 0 A A A



"Których nam nikt nie wynagrodzi

i których nic nam nie zastąpi,

lata wy straszne, lata wąskie

jak dłonie śmierci w dniu narodzin".

 

Krzysztof Kamil Baczyński




Krótkie kalendarium Powstania ’44 na podstawie

Leksykonu „Mowa kulawa”.

 

1 sierpnia 1944 – W Kwaterze Głównej Komendanta Armii Krajowej, gen. Bora-Komorowskiego zapadła decyzja o rozpoczęciu 1 sierpnia o godz. 17 powstania w Warszawie, czyli Godzina „W”. Komenda Główna Armii Krajowej wydając rozkaz wybuchu powstania nie wiedziała o tajnych porozumieniach z sowietami z Teheranu, z końca 1943 roku, na mocy których USA i Wielka Brytania zdradziecko wyraziły zgodę na przekazanie Rzeczpospolitej Polskiej w sferę wpływów Rosji Sowieckiej po zakończeniu II wojny światowej. Była to cena, którą zapłacono naszym kosztem za miliony bagnetów i poległych żołnierzy sowieckich biorących na siebie ciężar zmagań z potęgą III Rzeszy. Nadzieję na sukces powstania mogły także uzasadniać wezwania radiostacji PKWN "Lublin" wzywające ludność Warszawy do chwycenia za broń i walki z hitlerowskim okupantem. Była to najbardziej dramatyczna, tragiczna i mająca niezliczone interpretacje historyczne hekatomba polskiej inteligencji i zniszczenie doszczętne Stolicy, ale także niezniszczalny i inspirujący symbol szlachetnego bohaterstwa i idei gloria victis, inspiracja dla wszelkich zrywów społecznych i woli oporu Polaków w totalitarnej PRL. Jedno jest pewne,  ze to nie gen. Bór-Komorowski, autor dramatycznego rozkazu, jest sprawcą zagłady Miasta i genocydu jego ludności, a paranoiczny rozkaz Hitlera i zbrodnicze wykonawstwo podległych jemu, zwyrodniałych mentalnie, dowódców-pacyfikatorów pod komendą „kata powstania” gen. Ericha von dem Bach-Zelewskiego!!!
- Zdobycie „Drapacza chmur”. Tak nazywano budynek „Prudentialu”. Zbudowano go w latach 1931-1933 jako siedzibę angielskiego Towarzystwa Ubezpieczeń „Prudential”. „Drapacz” został zdobyty podczas pierwszych godzin walk w stolicy. Zawieszona flaga oznajmiła mieszkańcom, że powstanie się zaczęło. Budynek zdobył oddział „Garbatego” -„Garbaty” tym swoim brawurowym czynem przeszedł do historii Powstania – stwierdził jego dowódca, Henryk Leliwa-Roycewicz. Budynek pozostawał w polskich rękach do końca powstania. Przez cały okres walk był mocno ostrzeliwany, spadło na niego w sumie ok. 1000 pocisków. Sławne jest zdjęcie przedstawiające trafienie „Drapacza” pociskiem z moździerza oblężniczego „Carl” (kal. 600 mm). Powiewająca na nim polska flaga doprowadzała do furii Niemców, więc strzelali tak długo, aż strącili maszt, na którym flaga wisiała. Jednak stabilna konstrukcja „Prudentialu” przetrwała powstanie. Po wojnie biurowiec odbudowano.

4 sierpnia 1944 - W Pałacu Blanka w Warszawie zginął od kuli snajpera Krzysztof Kamil Baczyński, największy poeta polski czasu II wojny światowej. Poeta w  liceum im. Stefana Batorego chodził do klasy z przyszłymi żołnierzami grup szturmowych Szarych Szeregów:  „Alkiem”,  „Zośką” i „Rudym”.  Był harcerzem 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej „Pomarańczarni”. Od połowy 1943 roku należał, jako starszy strzelec, do batalionu „Zośka”. W jego domu była skrytka z bronią. W dniu 27 kwietnia 1944 roku brał udział w udanej akcji wykolejenia niemieckiego pociągu, który jechał z frontu wschodniego do III Rzeszy. Przez całą wojnę pisał bardzo dużo znakomitych, wstrząsających wierszy, a jego dorobek, to ponad 500 utworów, zaś wszystkie one ocalały dzięki matce i żonie poety! W dniu 1 sierpnia pojechał w okolice Placu Teatralnego po odbiór aprowizacji dla swego oddziału, gdzie zaskoczył go wybuch Powstania. Izolowany od swej macierzystej jednostki, przyłączył się do oddziału złożonego z ochotników pod dowództwem ppor. Lesława Kossowskiego „Leszka”. Oddział ten objął redutę „Ratusz-Pałac Blanka”. Tu 4 sierpnia Poeta zginął trafiony przez niemieckiego snajpera ukrytego w Teatrze Wielkim. Pochowano go na dziedzińcu Pałacu Blanka, a po wojnie przeniesiono na Powązki. Komunistyczna bezpieka jeszcze przez pięć lat po śmierci szukała Poety, chcąc go aresztować!

  5 sierpnia 1944 - Wojska niemieckie, idące od Poznania, przystąpiły do generalnego szturmu na Wolę, pierwszą warszawską dzielnicę na swej drodze. Wobec miażdżącej przewagi nieprzyjaciela, dysponującego czołgami, artylerią, pociągiem pancernym i lotnictwem, powstańcy byli zmuszeni do wycofania się z części dzielnicy w kierunku wschodnim, w kierunku dzielnic centralnych. Mordercy posuwali się systematycznie w głąb dzielnicy, a bestialskie zbrodnie miały miejsce prawie w każdym wolskim domu, fabryce, parku, na większości ulic, w podwórzach i bramach. Rabowano i podpalano domy. Towarzyszyły temu bestialskie mordy i gwałty. Nie oszczędzano nikogo, ludzi starszych, dzieci, kobiet, lekarzy, pielęgniarek, księży. Masakrze przyglądał się ze stanowiska dowodzenia w pobliżu skrzyżowania Wolskiej i Syreny kat Woli - gen. Heinz Reinefarth. Zwyrodniałymi katami Woli byli jeszcze:  Erich von dem Bach-Zelewski, SS Obergruppenführer i Oskar Dirlewanger, SS Oberführer, a był on upoważniony przez Himmlera do zabijania kogo zechce! Te ludzkie bestie nigdy nie poniosły odpowiedzialności za swe zbrodnie! Szacuje się, że zamordowano ok. 50.000 ludzi! Był to bezprzykładny akt ludobójstwa na bezbronnej ludności cywilnej. W ciągu kilku dni zamordowano tu ponad dwa razy tyle ludzi, co sowieckie NKWD w Katyniu, Charkowie i Miednoje! Kryty za zeznania przez Amerykanów Bach-Zelewski w roku 1951 stanął przed Izbą denazyfikacyjną w Monachium, która skazała go na 10 lat obozu pracy, jednak szybko karę zamieniono na areszt domowy. W 1961 został ponownie aresztowany i za udział w „nocy długich noży” skazany na 4,5 roku pozbawienia wolności. Podczas procesu stwierdził m.in.: „Byłem do końca człowiekiem Hitlera. I jestem do dziś jeszcze przekonany o jego niewinności”.

5 sierpnia 1944 – zdobycie obozu „Gęsiówka”. Powstańcy przy użyciu zdobycznego czołgu „Pantera” zaatakowali teren obozu. Za czołgiem, który nie wzbudzał podejrzeń niemieckich, szli pochyleni powstańcy Batalionu „Zośka”, ale Niemcy na wieżach strażniczych szybko zorientowali się, że to przemyślny atak. Rozległy się serie z broni maszynowej. Czołg przystanął i wystrzelił, a wieża strażnicza rozpadła się w pył. Powstańcza „Pantera” zdemolowała żelazną bramę wjazdową obozu, a przez tak utorowane wejście na teren obozu wbiegli powstańcy. Czołg przystanął na dziedzińcu i zaczął niszczyć jedną wieżę strażniczą po drugiej. Po zwycięskiej walce powstańcy uwolnili skazanych na zagładę Żydów. Było ich ok. 348, w tym 24 kobiety. Ok. 200 uwolnionych Żydów zgłosiło się ochotniczo w szeregi powstańcze. Służyli oni później w walkach z bronią w ręku, a także w jednostkach pomocniczych, gdzie zajmowali się gaszeniem pożarów, ratowaniem zasypanych, transportem i aprowizacją. To podobnie, jak w przypadku Powstania w Gettcie 1943 przykład polsko-żydowskiego braterstwa broni. Co na to patologiczni antypolacy i piewcy polskiego antysemityzmu, co? Wstydźcie się żenującego kłamstwa!

6 sierpnia 1944 - Została uruchomiona z inicjatywy harcerzy poczta polowa, mająca wykonywać usługi pocztowe w korespondencji prywatnej między żołnierzami AK, a ludnością cywilną. Harcerska Poczta Polowa, która rozpoczęła działalność w Śródmieściu szybko zdobyła uznanie i wielką popularność. Pierwszą informacją o jej powstaniu był oficjalny komunikat Polskiej Agencji Telegraficznej zamieszczony w 19 numerze powstańczego dziennika "Rzeczpospolita" z 9 sierpnia 1944 r.: "Z inicjatywy harcerzy uruchomiono w walczącej Warszawie pocztę, która od kilku dni obsługuje już niemal wszystkie dzielnice miasta. W każdej z dzielnic umieszczono kilka skrzynek pocztowych z orzełkiem i napisem: „Poczta Polska”. Skrzynki opróżniane są dwa razy dziennie o 9. i 16. Korzystający z poczty winni wiedzieć o następujących szczegółach: pisać mało i wyraźnie, adresy podawać czytelnie, osoby cywilne podają adres własny i odbiorcy, żołnierze nie podają adresów własnych; listy osób cywilnych w razie niedoręczenia są zwracane, wojskowych, niszczone. Obowiązkiem mieszkańców każdego z domów jest zorganizowanie punktów, w których by harcerze przynoszący pocztę składali ją dla wszystkich lokatorów". Podstawowe znaczenie dla organizatorów Harcerskiej Poczty Polowej miał Rozkaz Nr 14 z 11 sierpnia Komendanta Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej, a jednocześnie dowódcy Powstania płk. "Montera". Rozkaz ten w punkcie "IO/VI Poczta Polowa" stwierdzał: „W ruchu pocztowym należy przestrzegać ściśle instrukcji, a przede wszystkim tajemnicy wojskowej. Cała treść korespondencji nie powinna przekraczać 25 słów. Rozmieszczone po różnych punktach miasta harcerskie skrzynki pocztowe (na razie 12) są skrzynkami poczty polowej”. Rozkaz ten oficjalnie sankcjonował organizację i działalność poczty założonej przez harcerzy. Było to niezmiernie ważne wobec faktu, że równolegle organizacją poczty polowej zajmowało się wojsko.

14 sierpnia 1944 – Dowództwo nad wojskami niemieckim pacyfikującymi Warszawę obejmuje gen. Erich von dem Bach-Zelewski. Ma do dyspozycji siły wojskowe na poziomie korpusu (ponad 23 tys. ludzi), a wśród nich specjalistyczne pododdziały przeznaczone do walki w mieście. Były to m.in. batalion saperów szturmowych, batalion lekkich miotaczy ognia, dwie baterie sześciolufowych moździerzy rakietowych (kal. 300 mm i 380 mm), kompania samobieżnych moździerzy szturmowych kal. 150 mm, ciężki moździerz kolejowy kal. 380 mm „Siegfried”, oraz ciężki moździerz oblężniczy „Carl” (kal. 600 mm), najpotężniejsza broń artyleryjska, jaką skonstruowano w czasie II wojny światowej! Szczególnym rodzajem broni stosowanej przez Niemców przeciw powstańcom były zdalnie kierowane gąsienicowe miny samobieżne „Goliath”, przenoszące 50 kg trotylu, oraz eksperymentalne pojazdy podobnego rodzaju „Tajfun”, w których ładunek wybuchowy stanowiła mieszanina pyłu węglowego i tlenu. Stosowano też wypełnione 500 kg trotylu tankietki "Borgward B IV", podprowadzane pod cel przez kierowcę, a po jego wycofaniu się, przez niego detonowane drogą radiową. Wybuch „zdobycznej” tankietki tego typu zabił, rozrywając na strzępy, około 300 - 350 osób, powstańców i cywili, w dniu 13 sierpnia na Starówce.

20 sierpnia 1944 - Zdobycie budynku PAST-y było jednym z największych sukcesów Powstania Warszawskiego. Żołnierze batalionu AK "Kiliński" pod dowództwem rotmistrza Henryka Roycewicza "Leliwy", a także z innych powstańczych oddziałów szturmowali zaciekle PASTę. Dlaczego z taką determinacją walczyli o ten obiekt? Był to drugi co do wysokości budynek w Śródmieściu. Odgrywał też niezwykle ważną rolę jako międzynarodowa centrala telefoniczna. Niemcy zmienili go w prawdziwą twierdzę rażącą ogniem karabinowym pozycje powstańców. Szturm rozpoczął się o 3:00 w nocy. Po 4 godzinach walki wewnątrz, oddziały szturmowe musiały się wydostać z wnętrza budynku – groziło im spalenie. Do akcji weszła motopompa. W krótkim czasie zużyto 1000 litrów mieszanki zapalającej. Gmach zaczął się palić jak pochodnia. W tym momencie obrona niemiecka się załamała. Z budynku zaczęli wybiegać żołnierze niemieccy, próbując ratować się na własną rękę. Wyłapywali ich powstańcy. Bitwa o PAST-ę zakończyła się ok. godz. 16. Powstańcy zabili 36 Niemców, a 115 wzięli do niewoli. Przy okazji uwolnili dziesięciu polskich pracowników centrali telefonicznej. Zdobyli m.in. 50 pistoletów maszynowych, jeden ckm i działko przeciwlotnicze. Budynek pozostał w polskich rękach do końca powstania. Warszawiaki, fajne urwisy!

23 sierpnia 1944 – Zdobycie Komendy Policji w Śródmieściu. Atak przeprowadzono z trzech stron. Rozpoczął się w nocy z 22 na 23 sierpnia. Powstańcy do akcji rzucili ok. 300 żołnierzy uzbrojonych w broń maszynową, granaty i koktajle Mołotowa, zaś w odwodzie czekała motopompa z przygotowaną mieszanka zapalająca. Obrona niemiecka liczyła ok. 160 żołnierzy. Akcją dowodził mjr. Bernard Romanowski „Wola”. Najpierw zdobyto brawurowym szturmem Kościół św. Krzyża, gdzie w zaciekłych walkach w zamkniętych pomieszczeniach powstańcy torowali sobie drogę, niszcząc stanowiska ogniowe wroga za pomocą rusznic przeciwpancernych „PIAT” i granatów ręcznych. Po kilku godzinach ciężkich, lecz zwycięskich walk udało się dojść do głównych pozycji niemieckich w Komendzie Policji. Dowództwo dysponując odpowiednim sprzętem pragnęło zaoszczędzić polskiej krwi, gdyż powstańcy chcieli walczyć do końca. Lać! – wydał rozkaz por. „Harnaś”więc przy ostatecznym szturmie uruchomiono motopompę strażacką, która posłużyła do podpalenia ufortyfikowanej reduty Niemców w gmachu Komendy. Strumień ropy chlusnął po oknach i ścianach budynku i dały się słyszeć niemieckie i rosyjskie wołania, zaś strzelanina słabła. O godz. 12:30 niemiecka załoga poddała się. Walka trwała 9 godzin. Zginęło 32 Niemców, 80 wzięto do niewoli, 48 spłonęło żywcem lub zaginęło. Polacy stracili 9 poległych. Zdobyto wiele broni. Uwolniono przetrzymywanych tutaj 60 granatowych policjantów oraz 250 cywilów schowanych w podziemiach Kościoła św. Krzyża. Takich zwycięskich akcji powstańczych było dużo więcej i nie sposób ich wszystkich wymienić w ramach leksykonu. Lokalne sukcesy można liczyć w dziesiątkach, co rzecz jasna nie zmienia ogólnego obrazu Powstania, grozy i okrucieństwa hekatomby Miasta. Takie właśnie epizody pokazują jednak ogromną wolę walki powstańców, którzy walcząc i umierając marzyli o zwycięstwie nad wrogiem i oswobodzeniu Warszawy po wielu latach okrutnej, niemieckiej okupacji. Warto w chwilach zadumy i refleksji nad Powstaniem pamiętać również o tych szczęśliwych chwilach, kiedy powstańcy zwyciężali, walcząc brawurowo i zaciekle zdobywali obiekty strategiczne np. Dworzec Pocztowy, Arsenał, Państwowa Wytwórnię Papierów Wartościowych, wyzwalali obóz Gęsiówka, ratowali Żydów, cywili i brali jeńca, co studziło „szkopów”, a co zaowocowało także pozyskaniem ze zdobytych niemieckich składów amunicji, broni, żywności, leków oraz przejęcie zmechanizowanej artylerii, np. transporter "Szary Wilk", czy czołgów „Pantera”.

28 sierpnia 1944 roku - W dach budynku „Prudential” uderzył pocisk potężnego moździerza oblężniczego „Carl” (kaliber 600 mm.) i tam eksplodował. Moment eksplozji uchwycił na kliszy fotograficznej Sylwester Braun, polowy sprawozdawca wojskowy Armii Krajowej. Zdjęcie to, a właściwie cała ich seria, jest jednym z dramatycznych symboli Powstania Warszawskiego.

Opublikowano: 11.08.2017 20:05. Ostatnia aktualizacja: 13.08.2017 18:08.
Autor: Wilk Miejski
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Poeta, publicysta, scenarzysta, satyryk, performer, fotograf i malarz. Humanista domowego sznytu, bez dyplomów, członek SDP. Od lat żyje w prywatnej strefie dążenia do ludzkiej prawdy (czym jest Prawda?) poprzez dialog i introspekcję. Niezależny opozycjonista czasów PRL, inwalida po represjach komunistycznych. Mentalnie krzepki, czynny twórczo, afirmator życia, jako bezcennej przygody poznawczej, ale fizycznie - wrak życiowy. Pomimo tego - rasowy Trikster, sarkastycznie i groteskowo portretujący zło, poszukujący wytrwale dobra w wymiarze prywatnym i Ojczyzny Solidarnej. Patriota i obywatel, gardzi politycznym "krwawym szambem" i aktywnością "replik targowiczan" w spektaklu nad Wisłą. Współzałożyciel stowarzyszenia "Nasz Polski Dom", działającego na rzecz promocji kultury polskiej i wsparcia potrzebujących... I tyle, aż tyle! Resztę wydziobały gile, a krety zaminowały szalety...

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • MRN69, wyjaśniam, ale też dodaję, że jako kaleka nie służyłem w wojsku, nawet w husarii w...
  • Panie Kunigas, skoroś Pan Polak i katolik, to nie wypada być chamem, nieprawdaż? Prowadzenie...
  • Komentarz niemerytoryczny, w konwencji komentującego - rozdupczyło aparaturę umysłową...

Tematy w dziale Kultura