Kampania edukacyjna pod hasłem: "Ryba wpływa na wszystko", w całości finansowana ze środków unijnych, przygotowana została w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi przez agencję Scholz&Friends Warszawa.
Przypominając o potrzebie włączenia rybnego menu do diety, dowcipnie promuje spożywanie ryb, dopełniając ideę ciekawą, wpadającą w ucho piosenką.
Choć faktycznie kampania zakończyła się z końcem ubiegłego roku, dziś z okazji Środy Popielcowej w La Repubblica pojawiła się informacja, że z okazji rozpoczętego właśnie Wielkiego Postu władze oświatowe Rzymu poleciły stołówkom we wszystkich publicznych szkołach podstawowych i średnich wycofać z jadłospisów na sześć najbliższych piątków dania mięsne. Podobno zmiana ta jest odpowiedzią na prośby 90% rodzin katolickich.
Odkąd pamiętam, a nie w jednej stołówce obiady jadłam, każdy piątek był dniem bezmięsnym, co nie znaczy rybnym. Serwowany najczęściej makaron z serem i śmietaną, nigdy nie był powodem protestu z jakiejkolwiek strony. W Rzymie natomiast zbuntowali się dyrektorzy szkół, upatrując w tej decyzji dyskryminację religijną, bowiem, jak piszą, we włoskich szkołach jest wiele dzieci żydowskich i muzułmańskich (to chyba schabowy też nieodpowiedni?) i widzą związek decyzji władz z wizytą papieża Benedykta XVI na rzymskim Kapitolu. Uważam, że kucharkom szkolnych stołówek należałoby puszczać naszą reklamę z rybą, bo cierpiąc na brak kulinarnej wyobraźni i niedostatek wiedzy o żywieniu dzieci i młodzieży, próbują sprowadzić decyzje władz oświatowych do konfliktu religijnego.
Polityka weszła do włoskich szkolnych kuchni w ubiegłym roku, kiedy to nowe prawicowe władze Rzymu wycofały ze szkół inicjatywę "menu etnicznego", w ramach której raz w miesiącu w stołówkach podawano dania z krajów pochodzenia imigrantów, mieszkających w mieście, uznając ten pomysł za zmuszanie dzieci do jedzenia obcych im dań.
Nieco odmienny problem wystąpił w Belgii: dyrektorzy szkól poinformowali listownie rodziców, tłumacząc się przewagą liczebną dzieci muzułmańskich, o usunięciu z menu wieprzowiny i dostarczaniu do stołówek mięsa wyłącznie z rzeźni robiących ubój zgodnie z prawem koranicznym. Decyzja ta, według rodziców niezgodna z zasadami demokracji, jest zmuszaniem do innej kultury i sposobu życia. “Nie możemy narzucać swojej kultury innym, więc tak samo nie możemy być zmuszani do sposobu życia i kultury kogoś innego” – mówi jedna z matek. “Pozwalamy ludziom przyjeżdżać do naszego kraju, a w efekcie sami stajemy się mniejszością”.
Podobny konflikt wystąpił w londyńskiej szkole Kingsgate Primary, która wprowadziła wyłącznie posiłki halal. Nie obyło się bez demonstracji rodziców, domagających się dla swoich dzieci możliwości wyboru potraw. Ich protest spotkał się z oburzeniem muzułmańskich rodziców, których dzieci stanowią trzy czwarte społeczności uczniowskiej.
Padły oskarżenia o rasizm. Władze szkoły postanowiły jednak utrzymać menu zawierające wyłącznie potrawy halal, nierespektując zasad odżywiania w innych religiach (judaizm – potrawy koszerne, katolicyzm – unikanie mięsa w okresie postu). Niezgłębiając się zbyt szczegółowo na wpływ religii na zdrowie i sposób odżywiania, wracamy do ryb, które w diecie halal , obok drobiu, baraniny, wołowiny, ziaren zbóż i owoców, stanowią podstawę.
Nasze, polskie dzieci nie maja problemu CO JEŚĆ, tylko CZY JEŚC.
Donald Tusk w swoim majowym wystąpieniu powiedział : „Zaczniemy od sprawy podstawowej, od bezwarunkowego prawa do ciepłego posiłku. Głodne dziecko to hańba, z która walczyły już poprzednie rządy. W wyniku tych działań skala problemu znacznie się zmniejszyła, ale ja sam nie zaznam spokoju, dopóki nie będę miał pewności, że w Polsce żadne dziecko nie chodzi głodne. Wprowadzimy program, dzięki któremu każde dziecko w publicznej szkole podstawowej będzie miało prawo zjeść obiad bez pokazywania zaświadczeń, kwitków, udowadniania, że jest wystarczająco biedne. Jeśli dziecko prosi o jedzenie to znaczy, że jest głodne i ma być nakarmione”.
To piękna deklaracja, ale zupełnie niezgodna z prawdą, przynajmniej w stolicy. H.Gronkiewicz-Waltz, wiceprzewodnicząca PO, podjęła decyzję, że rodzice muszą udokumentować, że są wystarczająco biedni (zaświadczenie z OPS-u, o zarobkach, zgoda na wywiad środowiskowy). W wyniku tej decyzji na samej Pradze-Północ ponad 700 biednych dzieci nie je obiadów.
Co na to Donald Tusk?
I jak z jego spokojem?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)