Gdy Mariusz Ziomecki (blog na S24) zamieścił na okładce Super Expressu zdjęcie przedstawiające w zbliżeniu zabitego w Iraku Waldemara Milewicza, naruszając nie tylko zasady etyki dziennikarskiej ale i podstawowe normy obyczajowe, naiwnie myślałam, że ten niechlubny fakt będzie przestroga dla innych. Ale bardzo się myliłam. Otóż Gazeta Wyborcza (sic!) a konkretnie jej dziennikarz, Wojciech Czuchnowski, w tekście: Jak znaleziono ciało Lecha Kaczyńskiego:
opisuje z drastycznymi detalami opis miejsca katastrofy i stan zwłok prezydenta. Zastanawiające jest, w jaki sposób dziennikarz GW wszedł w posiadanie tych informacji (filmów i zdjęć), które opatrzone są klauzulą „ściśle tajne” i prawdopodobnie nigdy nie zostaną opublikowane. Czuchnowski pisze, że ze względu na drastyczność szczegółów redakcja uważała, że nie należy tego materiału publikować. Zrobiła to po wypowiedzi mec. Rogalskiego, którywątpi, czy na Wawelu pochowany jest prezydent Lech Kaczyński. Skąd więc te materiały? Czuchnowski tłumaczy, że opis powstał na podstawie udostępnionych GW nieoficjalnie kilkudziesięciu zdjęć i filmów nakręconych na miejscu katastrofy przez pięciu oficerów BOR.
Gdzie w takim razie jest szef BOR, gen. Janicki, i kiedy wyciągnie konsekwencje wobec tych pięciu oficerów? Gdzie ABW i Prokuratura Wojskowa? Sprawa cuchnie niemiłosiernie. Przestępstwo określone w art. 265 § 1 k.k. „Kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)