QCHNIA POLITYCZNA
Młodzi, przystojni, z pomysłami. Pozbierani z AWS, UW i SKL. Ojcowie założyciele Platformy Obywatelskiej, nazwani trzema tenorami od trzech światowych sław: Plácido Domingo, José Carrerasa oraz Luciano Pavarottiego. To określenie nobilitowało, dawało gwarancję profesjonalizmu, nadzieję na zgodne brzmienie, dojście do władzy i błyskotliwą karierę. A głoszona ideologia, mająca połączyć liberalizm konserwatywny i chrześcijańską demokrację, została kupiona przez wyborców jako swoiste dwie albo nawet trzy w jednym.
Po 10 latach istnienia i prawie 4 - rządzenia, został tylko samotny solista, który ma już dużo trudniej, bo choć w wypadku sukcesu, jemu tylko należne są laury; w razie klęski, zostaje sam. Coming out samotnego frontmana, który stworzył spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością lub raczej odideologizowany kartel, ze wszystkimi negatywnymi jego cechami, głównie zagrożeniem interesu publicznego, oraz jedynym celem – likwidacją przeciwnika. Bilans więc nie zaskakuje i nawet jeśli przez przypadek coś się udało i tak wychodzi ujemny. Katastrofa smoleńska, porażka polityki zagranicznej, unijnej, regionalnej i światowej, zapóźnienia infrastrukturalne i technologiczne, ruina finansów, bezrobocie i niedziałające struktury państwa.
Ale jest i pozytyw. Rządy Platformy Obywatelskiej wyzwoliły drzemiące w narodzie olbrzymie pokłady zdolności językowych, za pomocą których próbowano opisać fenomen popularności Tuska. Były to przeróżne środki językowe, których nie powstydziłby się żaden poeta. Zaczęto od porównań: oni – obciachowi, nieprzewidywalni radykałowie, mentalni ciemnogrodzianie, my – nowocześni, otwarci, pragmatyczni. Było też sporo epitetów wartościujących, na początku nacechowanych pozytywnie: Tusk jest ładny i wysoki, zna się na piłce, więc jest cool koleś, ma rząd fachowców, PO to partia reform, rozwoju, dobrobytu, normalności, spokoju i miłości.
Później epitety były coraz odważniejsze: porażka obywatelska, platforma oszustów, partia nierobów, trampkarzy, aferzystów, złodziei naszych pieniędzy. I metafory: kręcenie lodów, ciemna strona księżyca, tam, gdzie ZOMO, cmentarni aferzyści, biały nos, umoczeni, chłopaki z boiska, słońce Peru, mam to w Dolomitach.
Gdzie popełniła błąd partia, hołubiona przez mniejsze i większe autorytety, naukowców, ludzi kultury, sztuki, celebrytów i większość mediów? Dla wspomnianego „komitetu honorowego” była to jedyna metoda docenienia często wątpliwego dorobku, utrzymania się na powierzchni, okazanie wyższości intelektualnej, zawodowej i społecznej wobec katolickiego i narodowego „motłochu”; dla wielu była też rehabilitacją moralną, zacierającą niejasne i splątane życiorysy. Była kluczem otwierającym drzwi do europejskiej, wolnej i nowoczesnej „elity”, która sekundowała Palikotowi w lżeniu prezydenta a skrzyknięta na facebooku, organizowała zabawy pod krzyżem, suto zakrapiane, więc nowoczesne i wyzwolone.
Co musiało się stać, że fundacje powstałe po `89 roku, które miały na celu utrzymanie przedtransformacyjnego status quo, szczególnie biznesowo-finansowego, takie jak FOR – Balcerowicza, Fundacja Batorego czy Adenauera, ze znaczącym udziałem w zwycięstwie Platformy, teraz się od niej odwracają? Dlaczego nagle popieranie Platformy, z zaszczytu, stało się obciachem? Podobnie jak oglądanie TVN czy czytanie Gazety Wyborczej, która przez 20 lat wyznaczała trendy polityczne, obyczajowe i moralne. Dlaczego większość Polaków, która miała niewielkie oczekiwania wobec rządu, bo wystarczała jej konsumpcja, rozrywka i święty spokój, nagle dostąpiła oświecenia, przebudzenia czy stała się z przedmiotu władzy – maszynki do głosowania, światłym i świadomym wyborcą?
Nie sądzę, by ostatnia decyzja rządu dotycząca OFE tak diametralnie zmieniła wektor poparcia Platformy, skoro nie zmieniły go kolejne afery czy nawet katastrofa smoleńska. Proces jest zdecydowanie głębszy i bardziej skomplikowany, a jak dowodzi historia, wystarczy tylko jedna kostka domina, by, jak w holenderskiej Fryzji, ogłosić Domino Day. I nie jest nią bynajmniej Marcin Meller, naczelny Playboy III RP, któremu nagle zaczęła przeszkadzać afera hazardowa i jej bohaterowie, więc przypisywanie mu głównej roli w procesie zatapiania Platformy jest nieuprawnione. Mylą się też ci, szukający praprzyczyny w niefortunnych słowach posłanki Muchy czy posła Węgrzyna, znanego z podobnych wejść na posiedzeniach komisji śledczej. To naturalny język komunikowania się członków Platformy, uwieczniony wcześniej na taśmach cmentarnych, dlaczego więc nagle miałby szokować? Śmieszne są też oczekiwania głównych ekonomistów na jakiekolwiek reformy rządu, który przecież nie po to został powołany. Nawet jego monopol władzy jest pozorny, tak jak i pozorna dyspozycyjność członków czy kontrola mediów.
Tusk jest tylko marionetką, którą rządzi „centrala”: najpierw nakazała mu zrezygnować z kandydowania na prezydenta, stawiając na wieloletniego przyjaciela Bronisława, później doprowadziła do usunięcia Schetyny od wpływów na ABW. Zemsta nie była natychmiastowa, ale może być sroga. Schetyna krytykuje brak reakcji Tuska na raport MAK, nie zgadza się też, by o składzie rad nadzorczych spółek skarbu państwa decydował Komitet Nominacyjny, powoływany przez rząd. Schetyna rośnie w siłę, a Tusk jest coraz słabszy i wie, że rysa na teflonie jest nieusuwalna, a wyrok na niego już zapadł, dlatego wzmożona nerwowość i język agresji.
Dowodów na to, że „chłopcy się zbroją”, jest sporo. Stowarzyszenie PRO MILITO, które zrzesza żołnierzy rezerwy oraz byłych pracowników wojska (komendant główny – gen. Tadeusz Wilecki, główny kucharz obiadu drawskiego i oficer prowadzący Subotica) wydało odezwę, która szybko zniknęła z ich strony internetowej. Wypowiadają w niej wojnę szefowi MON: “Nie chcemy rozgłosu, ale też nie pozwolimy by nas lekceważyła ‘hałastra cienkoszyich, łysiejących wodzów’ (…) Nie będziemy: - Prosić!; Meldować się!; Awanturować!; Korzyć!; Pełzać!” (…) Nie dopuścimy, aby nasze potrzeby były fiksowane, a żołnierskie biografie bezczeszczone”.Podobne cele przyświecają stowarzyszeniu SOWA z prezesem Markiem Dukaczewskim, byłym szefem WSI szkolonym w GRU, mimo prezentu jaki zrobił minister Jerzy Miller, odpuszczając handlarzom broni z WSI: gen. K.Malejczykowi i K.Głowackiemu. On jest w teamie Tuska, a Schetyna był „ich”.
Sytuacja Tuska, którą zgotował sobie na własne życzenie, jest nie do pozazdroszczenia. Zdał sobie sprawę, że nigdy nie był głównym rozgrywającym, a teraz stał się kozłem ofiarnym, zakładnikiem własnej narracji i własnego obozu politycznego, który nigdy nie był homogeniczny ideowo i politycznie. Nie pomogły nawet partyjne buldożery, które stały się pieskami nie od tej smyczy. Tusk ma świadomość, że całkowite „umoczenie” jego ferajny, w związku z katastrofą smoleńską, jest bliskie i może mieć swój finał w Trybunale Stanu. Wystarczy kilka artykułów na zlecenie czy nielojalność ministrów. Stąd pospieszne układanie list wyborczych na pół roku wcześniej i ogólny chaos przy zmasowanej nagonce polityczno- medialnej w organach prasowych spod znaku SB i TW, dotąd czułych na politykę miłości. Walka cywilnych spec-chłopców od Bondaryka z wojskówką, neverending story, z paliwem odnawialnym, trwa. A rząd Tuska jedzie na rezerwie, bo paliwo zostało odcięte, a to własne, antypisowskie się skończyło i nawet „wykształciuchy” widzą, że PiS robi więcej niż rząd.
Czy Tusk ma jakieś wyjście? Czy ma trwać w starym składzie do wyborów aż do samobójstwa, czy lepiej zdymisjonować Klicha, Millera, skierować partię w stronę lewicy o totalitarnym charakterze, oczyszczając ją z członków podobnych Gowinowi. Czy, jak sugeruje Eryk Mistewicz, wiodący ekspert PR, lepsza byłaby kontrolowana dymisja całego rządu? Rehabilitacja i oczyszczenie, by stanąć do wyborów jak niewinna dziewica i wygrać?
Czy jest to możliwe?
Los Platformy jest przewidywalny, jak przewidywalne były losy AWS czy UW. Ich dziejowa rola sprowadzała się do restytucji starego układu. Nocna zmiana została umocniona. Służby specjalne ośmielone uczestnictwem w BBN, potrafią wpływać nawet na głosowanie. Teraz tylko ulokować swoich ludzi w rządzie, a Tuska odesłać w niebyt. Bo zawsze dymisjonuje ten, kto powołał. Co według Tuska znaczy: „Ktoś musiał przełożyć wajchę”.
Tekst opublikowano w Nr.7/2011 Warszawskiej Gazety


Komentarze
Pokaż komentarze (4)