Polacy lubią narzekać, jak to politycy ich oszukują. Lubą też bajeczkę o "niemarnowaniu głosu" i o "nie ma na kogo głosować". Dlatego chętnie głosują tak, jak każą im sondażownie i czołowe media. Ile warte są te sondaże właśnie przekonaliśmy się po raz kolejny.
Ale ja nie o tym.
A o tym, że Polacy wybrali najgorzej, jak to tylko możliwe. Spośród 10 nazwisk wybrali dwóch konserwatywnych obyczajowo socjalistów, z których jeden ma niejasne powiązania ze służbami specjalnymi PRL, a zarówno on jak i jego partia lubią wykorzystywać służby do wykańczania współpracowników (Szeremietiew) i konkurencji politycznej (Cimoszewicz). Z kolei drugi z konserwatywnych socjalistów wydaje się politykiem, który nie potrafi współpracować, najlepiej czuje się w ciągłej walce, a za koalicjanta wziął sobie takie indywiduum jak Lepper.
Czy każdy z wyborców może z ręką na sercu, z pełnym przekonaniem powiedzieć, że pośród 10 nazwisk nie było nikogo lepszego na najwyższy urząd w państwie?


Komentarze
Pokaż komentarze