Wczoraj, 16 października obejrzałem wieczorne wydanie "Wiadomości" TVN, chcąc dowiedzieć się, co opowiedzą o holendersko-rosyjskim skandalu (którym się skrupulatnie zajmowałem, w tym i na salonie24) nasze "profesjonalne" media.
O pobiciu holenderskiego dyplomaty w Moskwie, jak żywo przypominającego "symetryczną odpowiedź Rosji" na warszawską bójkę polskiej i rosyjskiej młodzieży kilka lat temu nie powiedziano ani słowa.
Co smutniejsze, nie przypomniano w niemal 30-minutowym programie o 35-tej rocznicy jednego z największych wydarzeń najnowszej polskiej historii - wybraniu na papieża Karola Wojtyły. Zajmowano się za to bardzo szeroko, jako najważniejszą wiadomością dnia, perypetiami wokół amerykańskiego budżetu (finansują ich stamtąd czy jakieś zboczenie wiernego psa na właściciela, choćby dusz?), potem jeszcze szerzej konferencjami prasowymi obu zespołów ds. Katastrofy Smoleńskiej o tym poniżej kilka zdań), po czym co najmniej 5 minut nudzono nam o pseudopatriotycznej i pseudohistorycznej prowokacji męskiej (no, tegom nie zupełnie pewien, ale na pewno nie kobiecej ;) wersji Nieznalskiej, tylko bardziej tchórzliwej.
Były jeszcze inne bardzo nieważne pierdoły, ale szczęśliwie nie obciążyły mojej pamięci.
Na temat przekazu z tej nieszczęsnej konferencji zespołu Macierewicza słów kilka:
Widać Azef znów zbliżył się do Prezesa - zbyt wysokie sondaże miało PiS, wobec postępującej degradacji PO.
Z Macierewiczem obok Prezesa, co jest znacznie gorsze obecności nawet Hoffmana, będzie miało, na pewno, niższe.
Wczoraj odniosłem wrażenie patrząc na Jarosława Kaczyńskiego, że zdaje on sobie sprawę, że Azef go wkręca, jednak z jakiś powodów zgadza się on na tą grę.
Czy wyliczył sobie, że uparte ciśnięcie hipotezy zamachu (lub wybuchów w samolocie z innych przyczyn) doprowadzi w końcu do wyjawienia fałszerstw i zamilczeń komisji MAK-Millera?
A tym samym znokautowania PO i zapewnienia sobie zwycięstwa wyborczego?
(Podobne marzenia miał Krzaklewski (któż to taki?) w 2000 roku, myśląc, że taśmy o pijaństwie katyńskim Kwaśniewskiego oraz jego natrząsania się z Ojca Świętego spowodują gwałtowne obrzydzenie Polactwa do Magistra, wtedy jeszcze oficjalnie nie Filipińskiego)
Może ma Prezes nadzieję, że trzymając rosyjskiego agenta przy sobie kontroluje i ogranicza jego ruchy i intrygi? I tym przechytrzy jedną z najbardziej przebiegłych organizacji od siania zamętu i wywierania pośredniego i bezpośredniego wpływu?
Nie wiem - wczoraj na konferencji zobaczyłem zagubionego, znużonego starszego pana, który zupełnie nie pasuje na lidera opozycji, która zamierza przejąć władzę w 40-milionowym państwie.
Z taką opozycją Tusk będzie premierem nie tylko do 2015 roku (co przepowiadałem w salonie24 w 2010 r.), ale i pociągnie do 2019 r. jeśli go nie ściągnie jakieś UE-stanowisko.
Czy w Polsce nie ma szans na jakąś sensowną alternatywę dla układu POPiS, zaportretowanym twarzami Tuska-Kaczyńskiego od 2005 roku ???????? (tyle znaków zapytania ile lat to trwa)


Komentarze
Pokaż komentarze (16)