Marzenia czasami się spełniają. Sprawiedliwość, chociażby częściowo, triumfuje. A może to tylko zwykła przyzwoitość, porządek moralny o który już w starożytności walczyła i poświęciła to co najcenniejsze Antygona?
5 lat temu napisawszy notkę o niemającej precedensu nawet w stalinowskiej Polsce zbrodni zamordowania 17-letniej sanitariuszki Żołnierzy Wyklętych, zakończyłem ją podpisem pod fotografią:
Pomnik Danuty Siedzikówny "Inki", przy ul. Armii Krajowej w Sopocie - zamiast grobu...
Teraz, 70 lat po tej zbrodni zostaje zwrócony temu Bohaterowi Niezłomnej Polski, prawdziwej spadkobierczyni świętej Joanny d'Arc, nasz narodowy dług.
Z drugiej strony jest to nasza wielka, ponadnacjonalna wartość - świadectwo niezłomności i poświęcenia dla innych. Czy nie zasługuje na miano świętej?
Ale to nie jest tylko pogrzeb "Inki", to jest symboliczy hołd dla wszystkich Niezłomnych, którzy nie mają i nie będą mieć swojego grobu.
- Pogrzeb wydaje się nam czymś smutnym, bo kogoś żegnamy, ale ten pogrzeb to przecież wielkie zwycięstwo. To jest pogrzeb Żołnierzy Wyklętych - powiedział prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek. - Naszym obowiązkiem jest odnaleźć naszych bohaterów, obowiązkiem jest ich pogrzebać.
Wspomniany artykuł sprzed 5 lat - powtarzam ze względu na rys historyczny:
28.08.2011 65-lat-od-zamordowania-inki-danuty-siedzikowny
65 lat temu, 28 sierpnia 1946 roku, została popełniona jedna z najbezwzględniejszych zbrodni okrutnego okresu stalinowskiego (bierutowskiego) Polski Ludowej – w gdańskim więzieniu UB rozstrzelano niespełna 18-letnią sanitariuszkę V wileńskiej brygady AK majora Szendzielorza „Łupaszki”.
Nawet hitlerowscy zbrodniarze zazwyczaj nie mordowali sanitariuszek „polnische Banditen”, np. większość z wziętych do niewoli na Przyczółku Czerniakowskim w drugiej połowie września 1944 – przeżyła, choć grasowały tam kompanie karne Dirlewangera i Ukraincy Djaczenki.
Dlatego porównanie do gestapowców niektórych Ubeków jest bardzo niesprawiedliwe, gdyż niektórzy z nich byli bardziej zdemoralizowani histerią walki klasowej, swojej bezkarności i wszechwładzy, a i okrutniejsi, w dodatku w stosunku do własnego narodu. Czy otrzymują po dziś dzień swoje pokaźne UBeckie emerytury?
W majestacie prawa, nawet PRL-owskiego, niesłychane było mordować osobę, która nie ukończyła jeszcze 18 lat, w dodatku nie uczestniczącej w walkach zbrojnych, aktach dywersyjnych. Dziewczynę…
Była to rzadkość, nawet jak na bierutowskie UB Bermanna i Romkowskiego. Nasuwa się rozpaczliwe pytanie DLACZEGO?
Urodzona w 1928 r. Danuta Siedzikówna w czasie wojny została sierotą – jej ojciec - ewakuowany z armią Andersa po 3-letnim pobycie w sowieckim "raju" umarł w Iranie, a matka w 1943 r. została zamordowana przez Gestapo. Ochotniczo wstąpiła do Armii Krajowej, aby wspomóc walkę z hitlerowskim wrogiem Polski i ludzkości. W 1945 r. aresztowana przez UB, została odbita przez patrol V Brygady "Łupaszki" i została sanitariuszką tego oddziału. W 1946 r. UB dopadł ją powtórnie i nie wypuścił już żywą ze swych łap.
W śledztwie była bita i poniżana; mimo to odmówiła składania zeznań obciążających członków brygad wileńskich AK. Została skazana na śmierć 21 sierpnia i zastrzelona przez dowódcę plutonu egzekucyjnego ppor. Franciszka Sawickiego 28 sierpnia 1946 wraz z Feliksem Selmanowiczem ps. Zagończyk, w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Według relacji przymusowego świadka egzekucji, ks. Mariana Prusaka, ostatnimi słowami "Inki" było: Niech żyje Polska! Niech żyje "Łupaszko"! Miejsce pochówku ciał nie jest znane.
Oskarżenie było całkowicie absurdalne. Ince zarzucono osobisty udział w zastrzeleniu funkcjonariuszy UB i MO podczas starcia koło miejscowości Podjazy z oddziałem Łupaszki, a nawet wydawania rozkazów, pomimo że była jedynie sanitariuszką oddziału. Rozbieżności w zakresie jej udziału w starciu pomiędzy partyzantami a UB i MO pojawiły się zresztą w zeznaniach samych milicjantów. Jedni zeznawali, że Inka strzelała i wydawała rozkazy - inni, że nie. Jeden z milicjantów przyznał nawet, że Inka udzieliła mu pierwszej pomocy, gdy został ranny.
Prokuratorzy IPN postawili przed sądem byłego prokuratora wojskowego Wacława Krzyżanowskiego (który oskarżał "Inkę" i żądał dla niej kary śmierci), oskarżając go o udział w komunistycznej zbrodni sądowej; został on jednak uniewinniony w sądzie II instancji; mimo kasacji wyroku na Siedzikównie, do dziś nie został skazany.
Up-date z komentarzy:
Chyba nie natknąłem się wcześniej bezpośrednio na relację ks.Prusaka, a mówi ona więcej niż znakomity przecież spektakl Teatru Faktu. Bardzo dziękuje za link. (..)
Pamięć Inki moim zdaniem nie wymaga takich rozważań. Ważniejsze jest dla mnie kim ona była, jaka była. Bo była absolutnie niesamowita. Dlaczego przyszło jej zginąć w taki właśnie sposób? Bo szczegóły jej aresztowania (i późniejsze losy osób z tym aresztowaniem związanych) budzą wiele smutnych refleksji. Przypadkiem wpadłem na to w czasie lektury znakomitego opracowania Piotra Niwińskiego "Działania komunistycznego aparatu represji wobec środowisk kombatantów wileńskiej AK".Gorąco polecam. JES29.08.2011
Polecam spektakl Teatru Faktu TVP o Niej "Ja jedna zginę"
oraz stronę o Niej : http://podziemiezbrojne.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?163019

Pomnik Danuty Siedzikówny "Inki", przy ulicy Armii Krajowej w Sopocie - zamiast grobu...





Komentarze
Pokaż komentarze (7)