Prezydent polecial do Chin i wlasciwie nie wiadomo po co. Wiadomo, ze nie spotkal sie z chinska opozycja.
Co więcej, chińscy antykomuniści nic nie wiedzą na temat rzekomego spotkania z ich przedstawicielami, o którym rozpisywały się polskie media.
Jeden z najbardziej znanych chińskich opozycjonistów Cao Changqing w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” przyznaje, że „ może to oznaczać, iż polski prezydent ugiął się pod presją władz chińskich i zgodził się na jakieś anonimowe spotkanie nie wiadomo z kim, być może tylko na potrzeby polskich mediów”.
Można się tylko domyślać, że władze chińskie po prostu podstawiły p. Komorowskiemu jakiegoś skośnookiego jegomościa, który robił za ciemiężonego opozycjonistę. Takie działanie leży w ich tradycji i kulturze. Pamiętamy przecież tę śliczną dziewczynkę otwierającą olimpiadę w Pekinie, która "śpiewała" ruszając ustami a zamiast niej piosenkę wykonywała zupełnie inna dziewczynka, nie tak urodziwa za to z pięknym głosem.
Jednak jakiś cel tej wizyty był, skoro fatygował się sam prezydent stroniący przecież od podróży.
I tu dochodzimy do sedna.
Jak zauważył jeden z komentatorów cytowanego tekstu:
komorowski poleciał do chin zawrzec deal . " wy macie zdięcia satelitarne z 10.04.2010 my to wiemy. co chcecie w zamian? " no ciekawe czego chińczycy zażadali???
Gość one (nv), czw., 29/12/2011 - 14:30


Komentarze
Pokaż komentarze