Spytaj milicjanta
On ci prawdę powie!
Spytaj milicjanta
On ci wskaże drogę!
Rozmiar tekstu: standardowyRozmiar tekstu: średniRozmiar tekstu: duży Drukuj
Pryska mit Owsiaka
Przez lata w kręgach najbardziej wpływowej prasy bezkrytycznie lansowano kult Jerzego Owsiaka, nie bacząc na różne specyficzne wyskoki autora hasła Róbta, co chceta.
Tylko w prasie prawicowej oburzano się na przechwałkowe wspominki Jerzego Owsiaka, opowieści o tym, jak to kiedyś w szkole przebijał nauczycielom opony w samochodach czy palił dzienniki szkolne, a jednak wyrósł na wielkiego człowieka (Życie na gorąco). Ostatnie incydenty na Przystanku Woodstock, w tym potłuczenie rozlicznych okularów na niechcianym stoisku, wpłynęły na początki pewnego dystansowania się od Owsiaka także na łamach wielkonakładowej prasy. Szczególnie wymowny pod tym względem jest tekst Mai Narbutt: Człowiek orkiestra (Rzeczpospolita z 31 stycznia). Czytamy tam m. in.: „Kiedy spojrzy się na CV Owsiaka – z trudem zrobiona matura i trzy nieudane podejścia na ASP i psychologię – trudno wyobrazić sobie, by był idealnym kandydatem na szefa wielkiej fundacji, przez którą do tego roku przepłynęło już ok. 45 milionów dolarów, czy też na idola tłumów. Jego biografia wraz z epizodem pobytu w szpitalu psychiatrycznym i symulowaną schizofrenią w celu uniknięcia wojska jest typowa dla środowisk alternatywnych, ale raczej nie dla ludzi sukcesu”. Według M. Narbutt: „(...) trudno nie zauważyć, że Owsiak raczej nie przepada za Kościołem. – Bzdury mówisz, to nie ma nic do rzeczy – denerwuje się Owsiak, gdy sugeruję, że jego dom rodzinny zaszczepił w nim, oględnie mówiąc, sporą rezerwę wobec Kościoła. Deklarujący się jako «niechodzący do kościoła katolik», wychował się w ateistycznym środowisku – partyjny ojciec był wysoko postawionym milicjantem, niepartyjna matka była osobą niewierzącą (...) sporo osób, które miały zawodowe kontakty z Owsiakiem, za jego piętę achillesową uznaje brak tolerancji na krytykę”.Uwagi M. Narbutt o ateistycznych tradycjach domu rodzinnego Owsiaka przypominają o ciągle niedocenianym znaczeniu wpływu rodowodów rodzinnych różnych „gwiazd” dzisiejszego życia publicznego. Dla przykładu, wielu z nas zastanawiało się nad źródłami tak wielkiej lewicowej agresywności i tendencyjności Moniki Olejnik w jej programach. A tu nagle dowiadujemy się z tekstu Kamila Śmiałkowskiego: Powszechne ześwinienie, omawiającego autobiografię PRL-owskiego komentatora Tadeusza Zakrzewskiego na łamach postkomunistycznego Wprost (z 8 lutego), iż: „Monikę Olejnik wciśnięto do radia w pierwszym okresie stanu wojennego na polecenie komisarza wojennego. Za tą decyzją stał jej ojciec, pułkownik, szef ważnej jednostki MSW”.Jerzy Robert Nowak[źródło]




Komentarze
Pokaż komentarze (5)