Właśnie miałem pofilozofować na temat tego, że książeczki typu Dzień po dniu mają swoje wady.
Podczas terapii nauczyłem się identyfikować takie momenty, bo w ten sposób zwykle staram się coś zamaskować, zagadać, przenieść uwagę rozmówcy w inne miejsce. Nie jestem ideałem i nie o to chodzi, żebym był.
Zastanowiwszy się chwilę, doszedłem do wniosku, iż rzeczywiście nie dbam o swoją duchowość, jakbym chciał. I to nawet biorąc pod uwagę, że jestem perfekcjonistą, w związku z czym moje oczekiwania wobec siebie dzielę przez pół, bo są niezdrowe.
Na początku zachwyciłem się odkryciem duchowości. Zazdrościłem alkoholikom z dłuższym stażem spokoju, wyciszenia, cierpliwości. Mówili o tym - zdobywali to przez modlitwę i medytację. I ja po pewnym czasie zauważyłem, że jestem spokojniejszy. Daję sobie radę z niemądrymi zachowaniami wokół, kierowcą ruszającym wolniej i starszą panią przy okienku. Dziś zorientowałem się, że przestałem widzieć w tym cud codzienności. Ciężką pracę. Rękę Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję. Nie byłem już ponad tydzień na mityngu. I nie modlę się już tak żarliwie. Może czas wrócić - dzień po dniu do pracy nad sobą.


Komentarze
Pokaż komentarze