Na początku uczęszczania na mityngi nie rozumiałem tego: jak goście trzeźwiejący już tyle czasu mogą pytać o głody. Na terapii uczą tego przecież dość szybko. Tłumaczyłem z wyższością.
Ostatnio zdarzyło się, że zadzwonił do mnie człowiek z pytaniem, czy powinien pojechać na terapię ośmiotygodniową w ośrodku zamkniętym (publicznym), w którym byłem. Powiedział, że teraz znajduje się w ośrodku prywatnym w okolicy i zastanawia się, czy to mu potrzebne, bo przecież wszystko już wie. Czy jest coś, czego się nauczy.
Poczułem w sobie tę samą wyższość i skarciłem się za nią. Udzielałem odpowiedzi, unikając tylko tej jednej, na powyższe pytanie. Starałem się mówić o sobie i swoim doświadczeniu.
Bardzo chciałem, żeby pojechał i przeżył to, czego się dowiedział. Bo ja dopiero teraz, po paru latach trzeźwienia, coś o głodach wiem.
Nie jest łatwo nieść posłanie.


Komentarze
Pokaż komentarze