Gdy zacząłem trzeźwieć, uważałem, że nie przystoi mi złość. Ludzie trzeźwiejący już dłuższy czas pokazywali mi spokój, ciepło i pogodę. Myślałem więc, że złość jest zła i trzeba jej nie okazywać.
Właśnie „nie okazywać”, bo nie udało mi się jej nie odczuwać.
Postanowiłem porozmawiać z terapeutką i usłyszałem, że to nie jest takie proste, że złość jest zła, bo to nie jest jedno uczucie, tylko cała grupa uczuć (gniew). Powinienem sobie umieć radzić z agresją, gniewem, irytacją.
Bo jest również druga strona złości: popycha do działania, napędza rywalizację - co mogę wykorzystać (np. do uzyskania awansu w pracy).
Bardzo mi ta rozmowa pomogła, bo okazało się, że mam prawo się złościć, mam prawo ją czuć. Jestem zapalczywy, więc chodziło o nierozkręcanie tego. Nauczyłem się, że złość wiąże się z miejscem, więc gdy ją czuję, warto na chwilę wyjść. Spróbować opanować się, gdy chcę wrzasnąć lub powiedzieć gniewne słowa. I nie każda złość jest zła.


Komentarze
Pokaż komentarze