Nie będzie dziś o miłości, bo moja wiara nieco różni się od tego, co to słowo zwykle znaczy w Polsce. Tym niemniej moja nadzieja wynika właśnie z wiary. Wczoraj (podobnie zresztą dziś) czytałem „Oazę spokoju”: Właśnie dzisiaj chcę dostosować się do tego co jest, a nie próbować dostosowywać wszystko do moich własnych życzeń. Chcę sprostać mojemu losowi jakikolwiek on będzie. Wczorajszy intensywny dzień i wieczór są dla mnie wciąż żywe i cieszę się z tego, że były.
Jestem zadowolony z mojego zachowania, lecz dziś przyszło mi do głowy, że nie wynikało ono z tego, że ja jestem grzeczny, świetny i wspaniały. Raczej z tego, że staram się sprostać swojemu losowi.
Dziś zaprosiłem Żonę na randkę i ta nie do końca poszła po mojej myśli. Nie czułem się zawiedziony, zawstydzony czy zły, że nie wyszło. Raczej pogodziłem się z tym, licząc że uda się następnym razem. Gdzieś tam jest plan dla mnie, wierzę w to. I mam nadzieję go udźwignąć.


Komentarze
Pokaż komentarze