W ośrodku „siedziałem” raczej z alkoholikami. Niewielu było uzależnionych krzyżowo, nie było jednak (a przynajmniej ja nie poznałem) „zwykłych” narkomanów. Inne uzależnienia, tzw. behawioranle były traktowane jako coś mało szkodliwego, bo „co może być strasznego w hazardzie, alkohol to dopiero poniewiera i niszczy życie”.
Potem, na terapii pogłębionej trafiłem do grupy terapeutycznej z kilkoma seksoholikami, którzy nie mieli żadnego problemu z alkoholem. Podczas któregoś spotkania, słuchając jednego z nich dotarło do mnie, że nie ma między nami przepaści, a każdy z nas swoje przecierpiał i cierpi na swój sposób.
Dotarło to do mnie jeszcze bardziej, gdy dołączyła do nas narkomanka po kilku terapiach, właśnie się mocno wywyższająca. Bardzo działała mi na nerwy do czasu, gdy zrozumiałem, że wściekam się nie na nią tylko na siebie, którego w niej widzę.
Dlatego staram się nie patrzeć z góry na tych, którzy piją alkohol. To nie jest moja sprawa.


Komentarze
Pokaż komentarze