W swoim nałogu miałem to szczęście, że nie miałem do czynienia z policją czy więzieniem. Nawet na izbie wytrzeźwień nie wylądowałem, pewnie dlatego, że pod koniec już piłem tylko w domu, czemu sprzyjała praca zdalna. Zostało mi też oszczędzone wysłanie na terapię przez pracodawcę, pod groźbą wyrzucenia z pracy. Za co zresztą, nie wiedzieć czemu, byłem wdzięczny przez jakiś czas firmie, a nie mojej Sile Wyższej.
Ostatecznie, podczas terapii nachodziły mnie z tego powodu wątpliwości. Czy na pewno jestem alkoholikiem, skoro nie miałem większych problemów z prawem? Nie prowadziłem po pijanemu, raczej na kacu. Nie robiłem się agresywny po alkoholu.
Jakoś przyjąłem fakt do wiadomości, lecz tak naprawdę poczułem się alkoholikiem, gdy kupiłem Wielką Księgę, wydanie 4. Część poświęcona historiom osobistym jest rozszerzona o historie osób mnie podobnych, pt. Ci, którzy zatrzymali się w porę.
Wtedy dopiero uświadomiłem sobie, jak wielką łaską obdarzył mnie Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję.


Komentarze
Pokaż komentarze