Zawsze wymagałem od siebie więcej. Chciałem być idealny i złościłem się, że nie jestem. Wyrzucałem sobie każdy błąd, najmniejsze potknięcie i katowałem się, że znów nie wyszło.
Na terapii kolega opowiedział kiedyś historię o tym, że przestało mu przeszkadzać, że zawsze, gdy odwiedza mamę, ta daje mu jakieś jedzenie. Już nie protestuje, mimo czterdziestki na karku, bo wie, że wynika to z troski, a nie braku wiary w jego siły.
Tak zacząłem uczyć się zrozumienia dla własnych słabości. Próbuję zobaczyć troskę w krytyce, usłyszeć, że to nie mnie krytykują, tylko to co zrobiłem. A to może być niedoskonałe, a mamy wspólny cel - zrobić coś możliwie najlepszego.
Dlatego narysowałem gwiazdę, wiedziałem że nie umiem narysować jej dokładnie i równo. Mogłem poprawiać, ale postanowiłem pozostawić ją taką, jaka jest. Krzywa, nieforemna, ale moja. Taka, jak najlepiej umiałem ją narysować, bez poprawek, na które pozwala program.


Komentarze
Pokaż komentarze