Podczas picia miałem całe mnóstwo lęków. Tak długo uciekałem przed nimi, że zatraciłem się w nich, zagubiłem siebie i zapomniałem jak wygląda świat, gdy nie jest się zwierzyną, na którą wszystko i wszyscy wokół zdają się polować.
Gdy zacząłem trzeźwieć, chwilę to zajęło, lecz postanowiłem walczyć z lękami, o czym już zresztą pisałem. Moje demony zaczęły się cofać, zaś ja przede wszystkim, nie pijąc przestałem je widzieć. Terapia wspierała mnie, żebym patrzył trzeźwo, zgodnie z moim stanem. Na mityngach słyszałem, że nie jestem jedyny.
Nie pozbyłem się lęków. Związanego z nimi napięcia, zdenerwowania, smutku, zrezygnowania i wielu innych aspektów.
Teraz stoi wokół mnie Siła Wyższa. Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję wspiera mnie. Ostatnio miałem taki właśnie napad, gdy wszystko wydawało się mnie przerastać i potężnieć z każdą chwilą.
Jeden dzień na raz, pomyślałem. Modłiłem się, powtarzając słowa, a potem prosząc o jasność umysłu. To tam tkwił mój lęk.


Komentarze
Pokaż komentarze