Mimo iż jestem już na etapie trzeźwienia, wciąż pamiętam o tym, by dbać o abstynencję. Przestałem co prawda mówić o tym na mityngach i dobrze, że jest kolega, który mi o tym przypomina, podczas rundy radości i smutków powiadając: Abstynencję zachowuję i dziękuję.
Zachowanie abstynencji stało się problematyczne w momencie, gdy na grupie terapeutycznej mój kolega, alkoholik (w rozumieniu - nie krzyżowy, czyli uzależniony od kilku czynników), zapalił marihuanę. Nie chodziło o samą substancję, lecz odkrycie, które było ważniejsze - mechanizm za tym. Nie: „co” używasz, tylko „po co”.
Czasem mam problemy ze snem, mam też tabletki działające na mnie usypiająco (oryginalnie - antyhistaminowe). Dostałem je od lekarza i rozmawiałem o nich z terapeutką. Staram się nie używać ich codziennie, choć kusi. Bo łatwiej. Bo ulga. I tak właśnie można być uzależnionym od wszystkiego.
Ostatnio w biurze kolega przyniósł pysznie wyglądające kokosanki. Nie spróbowałem, bo - na zapach - były nasączone alkoholem. A ja dbam o abstynencję również przez unikanie pokus.


Komentarze
Pokaż komentarze