Kolega powiedział ostatnio na mityngu, że podczas terapii (dopiero opuścił ośrodek zamknięty) poczuł się częścią wszechświata.
Ja „kończyłem” ten sam ośrodek. I - jakby nie patrzeć - też czuję się częścią wszechświata, tym bardziej, że swojego Boga Jakkolwiek Go Pojmuję najbardziej lubię nazywać Wielką Zasadą Wszechświata.
Zgranie z innymi to jednak zupełnie inna sprawa. Są tacy ludzie, którzy nadają na zupełnie innych falach i ciężko jest mi z nimi znaleźć wspólny język. Trudno mi jakoś otworzyć się na ludzi w pracy - nie umiem im zaufać i dać tyle ciepła, na ile zasługują.
Trudno czasem pomóc również przyjacielowi, który nie rozumie, że dopóki będzie odpuszczać swojemu uzależnionemu od marihuany i innych substancji bratu, nie uwolni się od piętna nałogu. Z moim bratem również ciężko było mi się dogadać, gdy piłem. Nie chciałem go zrozumieć i nie chciałem dostrzec w nim przyjaznego mi człowieka. Co mogę zrobić, to powiedzieć, co sądzę. I być. Nie ma tu czego zgrywać.


Komentarze
Pokaż komentarze