Lubię dziewczyny. Lubię seks. Kocham swoją Żonę. Te trzy zdania potrafię dziś powiedzieć obok siebie, bez większych trudności.
W pijanym życiu miałem wielkie parcie na seks - zarówno w czynach, jak myślach i słowach. Lubiłem to, nie przejmując się co myśli moja Żona, oglądałem mnóstwo pornografii, a z kilkoma kobietami rozmawiałem o seksie.
Po terapii, przepełniony duchowością, ukrywałem fakt, że to lubię. Odsunąłem tę sferę jako niegodną nowego, wspaniałego, duchowego mnie. Właściwiej: doskonale ją ukryłem: miałem zeszyt, w którym zapisywałem swoje fantazje. Nikomu ich nie pokazałem, za to napisałem ich od tamtej pory wiele. Zmieniły się - w formie i zawartości wraz z tym, gdy spoglądałem w siebie coraz głębiej i coraz szczerzej. Niektóre skończyłem, niektóre zostały i już nie będą dokończone. Coraz mniej o nich myślę i coraz mniej piszę. Moje fantazje wciąż są ważne i dzielę się nimi z Żoną. Niektóre spełniamy, inne spełnimy. Są też takie, o których nie mówię, bo wiem że Ona nie będzie chcieć.
I właściwie - wciąż zdarza mi się obejrzeć pornografię. Opowieści chciałem kiedyś pokazać terapeutce, rozmawialiśmy o tym, aczkolwiek nie chciała ich przeczytać. Dziś rozumiem, dlaczego. Sam ich nie czytam.


Komentarze
Pokaż komentarze