Na początku mityngi mi się nie podobały, bo kazali mi na nie chodzić w ośrodku odwykowym. Dodatkowo, czasami mityngi te prowadzili Anonimowi Narkomani, a co ja (wtedy) miałem do narkomanów, jako uczciwy (?) alkoholik. Na mityngi przychodzili też ludzie, którzy skończyli terapię, porządnie ubrani (po ośrodku chodziło się w powyciąganych dresach) - jakby się wywyższali.
Nie chciałem na mityng iść po terapii, ale takie było zalecenie.
Poszedłem i niewiele pamiętam z tego pierwszego mityngu poza murami. Pamiętam, że na którymś z mityngów potem zauważyłem, że często pada słowo „przyjaciel”. Jak na Facebooku. A potem jeszcze zauważyłem, że oni naprawdę w to wierzą.
Wietrzyłem spisek.
Do dziś próbuję czasem „tropić” ten spisek, zauważywszy, że sam używam słowa „przyjaciel” i co więcej - w to wierzę.


Komentarze
Pokaż komentarze