Wróciłem właśnie z mityngu spikerskiego. Mówił kolega, któremu wkrótce mija trzydzieści lat trzeźwości. We wszystkim, co powiedział, uderzyło mnie jedno:
Byłem uśmiechniętym alkoholikiem i chciałem, żeby moja żona też była uśmiechnięta. Ona była tego dnia rozbita, zawalił się jej świat, a ja miałem pretensje.
Staram się, aby moje chciejstwo nie przesłaniało mi świata. Staram się nie żądać, nie wymagać. Próbuję komunikować swoje potrzeby i mówić o nich, a nie oczekiwać, że moja rodzina domyśli się, co mi jest i jak mi pomóc. Próbuję być odpowiedzialny za siebie i swoje czyny.
Próbuję pracować każdego dnia tak, żeby nie mieć poczucia, że nie zrobiłem czegoś, bo mi się nie chciało lub bo nie dbałem. Próbuję z sercem wykonać swoją pracę.
Utwierdziłem się w przekonaniu, że idę w dobrym kierunku. I że można nie pić trzydzieści lat.


Komentarze
Pokaż komentarze