Dzień taki jak dzisiaj to mnóstwo biegania. Załatwiania, pośpiechu, pracy, szybkiej potrzeby skupienia między spotkaniami, na których każdy coś chce i na których jestem zmuszony pilnować się, by nie powiedzieć za dużo lub nie zobowiązać się do czegoś, czego nie chcę.
I tak o 7.25 Syn oznajmił, że potrzebuje do szkoły materiału, nitek, igieł i guzików. Myślę, że jeszcze czas jakiś temu pewnie bym się zirytował, możliwe, że nawrzucał mu kilka nieładnych słów. Teraz skupiłem się na tym, żeby mu pomóc. Znalazłem nożyczki, starą koszulkę, zebrałem nici i igły, pokazałem, jak je przechować, żeby się nie zranić.
Guziki zorganizowała w pracy Żona. I tak załatwiliśmy wszystko, a ja byłem zadowolony z siebie.
W pracy młodsza koleżanka nie bardzo umiała się zachować i, gdybym nie wtrącił się ze swoimi kilkoma groszami, pewnie klient wszedłby jej na głowę.
Przywiozłem Syna na zabieg do innego miasta.
Dobrze spędziłem dzień.


Komentarze
Pokaż komentarze