Pobyt w ośrodku odwykowym wspominam bardzo dobrze. Był to jeden ze spokojniejszych, o ile nie najspokojniejszy, okres w moim życiu. Chodzi o to, że miałem rytm, skupienie i żadnych problemów poza przeżywaniem emocji.
Jakoś kojarzę zdrowie duchowe ze spokojem. A spokój z równowagą.
Spokój zaś długi czas łączył się u mnie z uczciwością. Dopóki byłem uczciwy wobec siebie, dopóty miałem spokój. Z tego też powodu czułem się dobrze, dobrze spałem - a to kolejny dla mnie wyróżnik mojej równowagi duchowej.
Teraz jednak, nie wiedzieć czemu, odczuwam stres i ciężko mi znaleźć w sobie spokój, co rozpoznaję po tym, że źle śpię.
Być może chodzi o to, że z sercem chciałbym wykonywać swoją pracę, a nie mam do tego serca. I być może to odczuwam jako brak uczciwości wobec pracodawcy. Myślę, że jest to jednak tylko wrażenie, wynikające z niskiej samooceny. Gdy patrzę przez pryzmat uczciwości wobec siebie, nie mam sobie nic do zarzucenia. Pozostaje mi tylko ufać, że wszystko się ułoży.


Komentarze
Pokaż komentarze