Dla mnie jeden za dużo, sto - za mało - powiedział kiedyś na mityngu kolega, a ja nie bardzo załapałem o co chodzi.
Kiedyś (później) przypomniałem sobie przypadek innego kolegi, jeszcze z terapii, który opowiedział mi, że poszedł do sklepu, kupił flaszkę 0,7 l whisky i wypił właściwie na trzy łyki.
Długo mi zeszło ze zrozumieniem bezsilności i idei Pierwszego Kroku: Zrozumieliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, a nasze życie stało się niekierowalne.
W końcu jednak dotarło do mnie, że mam wpływ tylko na decyzję o tym, że nie sięgnę po pierwszy kieliszek, nawet jeśli tylko niewiele zostało na jego dnie. Jeśli wypiję, to być może nie tego dnia, ale na pewno znajdę więcej.
I wtedy już nie będę miał możliwości decyzji. Nie umiem, jak moja Żona, po jednym drinku powiedzieć: Nie chcę drugiego. Piłem zawsze, dopóki było. A gdy nie było - myślałem skąd wziąć. Nie chcę do tego wracać.


Komentarze
Pokaż komentarze