Zabawne. W ośrodku odwykowym mieliśmy zajęcia, które nazywały się „Relaksacja”. Miały nauczyć nas wyciszenia i sposobów działania, gdyby przyszło duże wzburzenie - obojętne czy pozytywne czy negatywne.
Dziś myślę, że te zajęcia miały coś wspólnego z medytacją, której próbowałem nauczyć się jeszcze kilkukrotnie. Próbowałem nauczyć się z kursem (bardzo lubię kursy i kupuję, a jeszcze chętniej zdobywam za darmo) - niestety, nie wyszło.
Próbowałem medytować z aplikacjami różnego rodzaju na różnych systemach operacyjnych i cały czas wydawało mi się≤ że coś robię nie tak.
Próbowałem nawet rzeczywistości wirtualnej i tam sypałem gwiazdami, sadziłem drzewa, a kwiat lotosu na dole pokazywał mi, jak oddychać.
Najbliżej chyba byłem, gdy kupiłem sobie smartwatch i na nim jest aplikacja, która wibruje zegarkiem w rytm oddechu.
Codziennie staram się przeczytać tekst z książeczki. Codziennie czytam Desideratę czy inną Oazę spokoju. I potem chwilę się zastanawiam. Może to jest medytacja na mój sposób.


Komentarze
Pokaż komentarze