Jednym z najczarniejszych wspomnień podczas terapii była dla mnie taka sytuacja:
Szliśmy z Synami, taki spacer jakich wiele. Ja, oczywiście, kombinowałem jak kupię coś do picia, a oni poprosili mnie o hot doga. Na złość pani w pobliskim sklepie nie miała jeszcze gotowych, sprawdziliśmy jeszcze jedno miejsce i w końcu ogłosiłem, że hot doga nie będzie, bo nie ma go gdzie kupić.
Na co mój Młodszy Syn, wtedy małolat pięcioletni (albo i mniejszy) wypalił:
- Tatusiu, a może w tym sklepie, gdzie kupujesz piwo i wódkę, koło nas?
Poczułem wstyd, wściekły, palący, obrzydliwy.
Do dziś zaś zastanawiam się, czego bardziej mi wstyd. Czy tego, że mój Syn wiedział, co to wódka, mimo że nie umiał czytać? Czy może tego, że mimo wszystko, nazwał mnie tatusiem? Dziś już zasługuję.


Komentarze
Pokaż komentarze